Wyjazdowe spotkanie z ŁKS-em, to obok meczu z Arką, najciekawszy wyjazd tej rundy, tym bardziej, że zawsze w Łodzi coś tam się działo, więc mobilizacja w naszych szeregach była dość spora i bilety rozeszły się jak ciepłe bułeczki po fan clubach i chorzowskich osiedlach. Dodatkowo nie mogliśmy tego dnia liczyć na wparcie Widzewiaków, którzy o tej samej porze grali z Piastem w Gliwicach. Jak zwykle w przypadku spotkania z ŁKS-em zdecydowaliśmy się na pociąg, a zbiórkę wyznaczono dość wcześnie, bo już na godzinę 6:00 na Cichej. Po przejściu na dworzec PKP i podstawieniu pociągu okazało się, że brakuje 2 spośród 10 zamówionych wagonów i trzeba było się zmieścić w 8. Trochę to trwało nim wszyscy załadowali się do pociągu, ale ostatecznie się udało i z lekkim opóźnieniem wyruszyliśmy w stronę Łodzi. Po drodze w Nakle Śląskim dosiadły się jeszcze okoliczne fan cluby i dalej już bez problemów docieramy do miasta włókniarzy, gdzie jesteśmy o godzinie 11:00.
Pod stadionem jeszcze nikogo nie było, gdyż gospodarze mieli swoją zbiórkę w mieście planowaną dopiero na godzinę 11:30. Tym razem przez nikogo niepokojeni przechodzimy pod sektor gości, gdzie mamy jeszcze prawie 45 minut do otwarcia bram stadionowych. Tak duży zapas czasowy sprawia, że wszyscy bez problemu wchodzą na obiekt na kilkanaście minut przed pierwszym gwizdkiem sędziego. Tego dnia z nami gościnnie ekipa Dynama Berlin w 30 osób oraz Pogoń (15), Unia Oświęcim (5) i Widzew (5) oraz dyszka starych przyjaciół. Wszystkim dziękujemy za wsparcie, a łącznie daje to niespełna
900 osób w sektorze gości.
Wywieszamy następujące flagi: "PF", "Szarańcza", "UN", "19R20", "Ruch&Widzew", "Criminal Family", "NRŚL GANG - pozdrowienia do więzienia" oraz flagi naszych gości "Fanszene Dynamo" i "Policcy Fanatycy". Swój debiut tego dnia zalicza również wyjazdówka "Niebieski Powiat Dzierżoniowski".
Od pierwszych minut jedziemy z głośnym dopingiem oraz pozdrowieniami dla Widzewiaków, które u gospodarzy wywołują prawdziwą furię. Hitem z naszej strony jest następująca piosenka "Je*ać ŁKS - biała szmata, pas czerwony, tyski pies. Je*ać ŁKS - dumą łodzi tylko Widzew RTS". Pod koniec pierwszej połowy gospodarze prezentują oprawę, na którą składają się transparent z hasłem "W życiu piękne są tylko cHwile" oraz sektorówka ze znanymi z ich działalności chuligańskimi motywami, wśród których nie zabrakło przewracanego płotu na Cichej podczas słynnej awantury w 2004 roku. Po zejściu sektorówki odpalona została również pirotechnika, po czym arbiter główny zbyt pochopnie przerwał na chwilę spotkanie. Do przerwy remis 0-0.
Po zmianie stron na boisku w końcu zobaczyliśmy taki Ruch, jaki chcemy oglądać. Akcja za akcją sunęły na bramkę ŁKS-u, aż w końcu po jednym z dośrodkowań gospodarze wpakowali piłkę do własnej bramki i niemal natychmiast w sektorze gości zapłonęło 50 czerwonych rac. Po golu wzmaga się również doping, a chwilę później solidną porcję bluzg dostaje sędzia oraz PZPN za nieodgwizdany ewidentny rzut karny po zagraniu ręką obrońcy ŁKS-u. Co się jednak odwlecze… W 76. minucie pada drugi gol dla Niebieskich, a my zachęcamy cały stadion do wspólnej zabawy, a następni lecimy "Je*bać łódzki klub sportowy hej" - co jest bardzo dobrze słyszalne w telewizji. Pod koniec spotkania w młynie gospodarzy płoną jeszcze szaliki Widzewa, a my kilkakrotnie pytamy się zgromadzonych "Coście tak cicho…".
Po końcowym gwizdku radości w naszym sektorze nie ma końca. Swoje show jak zawsze zalicza Seba, a my zadowoleni pozostajemy na sektorze jeszcze ponad godzinę. Potem jeszcze ok. 40-minutowy przymusowy postój na przystadionowym parkingu i ruszamy na dworzec, skąd ok. godziny 18:30 wyruszamy w drogę powrotną na Śląsk. Nie ma co ukrywać, że droga minęła w wesołej atmosferze, a w Chorzowie meldujemy się około godziny 21.
Podsumowując, wyjazd można uznać zdecydowanie za udany, choć był to bez wątpienia chyba najspokojniejszy nasz pobyt po gorszej stronie Łodzi. Mimo iż na stadionie zgromadziło się ponad 11 tys. widzów, to swoim dopingiem rozczarowali gospodarze, którzy u nas słabo słyszalni, w drugiej połowie w miejsce transparentu z oprawy nie wywiesili nawet flag, a cały stadion podłączał się do śpiewania praktycznie tylko w chwili, gdy bluzgano na Widzew…
źródło: Niebiescy.pl