- Myślę, że dla Legii to mecz sezonu w kontekście przyszłości tego klubu w sezonie kolejnym. Z mojej perspektywy musi to traktować jak mecz o wszystko. My chcemy podążać za naszymi marzeniami. Również jesteśmy klubem o bogatej historii i wszyscy mamy świadomość, jak ważnym meczem dla kibiców i społeczności Ruchu jest spotkanie z Legią. Musimy sposobem powalczyć, by przejść do kolejnego etapu Pucharu Polski - mówi trener Dawid Szulczek.
Nasz dzisiejszy rywal ma za sobą 6 występów bez wyjazdowej wygranej – od szwedzkiego Djugarden, przez Gliwice, Radom, Molde, Lublin, po Częstochowę. W ostatniej kolejce Ekstraklasy, w piątek bezbramkowo zremisował przed własną publicznością z Pogonią Szczecin.
- Myślę, że Legia zacznie tak jak wszystkie poprzednie mecze, czyli bardzo intensywnie. Będzie chciała trzymać piłkę jak najbliżej naszego pola karnego. Naszym zadaniem będzie łamanie jej planu i realizowanie swojego, korzystanie z faz przejściowych, stałych fragmentów. A przede wszystkim – zaskoczenie Legii tym, że potrafimy też utrzymywać się przy piłce. Niektóre mecze Legii w tym roku pokazały, że to drużyna, którą na pewno można zaskoczyć – podkreśla szkoleniowiec Niebieskich.
Ruchowi ta wiosna nie układa się. Pucharowe zwycięstwo z Koroną jest jedyne, jakie odnieśliśmy póki co w starciu o stawkę w 2025 roku. W lidze zdobyliśmy 3 punkty w 6 meczach. W trzech ostatnich – z Arką Gdynia, Wisłą Płock i Górnikiem Łęczna – nie strzeliliśmy gola, lądując poza strefą barażową tabeli Betclic 1 Ligi.
- To z pewnością sytuacja, w której pewność siebie może zostać zachwiana – nie kryje szkoleniowiec Niebieskich. – Rozczarowanie spadkiem i ostatnimi wynikami wśród kibiców jest zrozumiałe. Jako trener mogę tylko zapewnić, że musimy iść do przodu i liczyć, że karta się odwróci. Ostatnie mecze wcale nie były tak słabe, byśmy nie punktowali. Jesienią kilka razy mieliśmy szczęście, teraz trochę nas opuściło – a wiemy, jak to w sporcie. Trochę musisz go mieć pod bramką rywali i pod swoją. Biorąc pod uwagę, że kreujemy sytuacje, za chwilę bramka musi wpaść. Pamiętam, jak wyglądał początek mojej pracy. Po dwóch wygranych przyszedł moment, że nic nie chciało wpadać – a gdy worek się rozwiązał, to strzelaliśmy regularnie, wygrywaliśmy seryjnie. Liczę, że za chwilę znowu to nastąpi; zaczniemy zdobywać bramki i życie odda nam to, co zabrało w pierwszych meczach tego roku, a wyniki się odwrócą i wejdziemy na zwycięską ścieżkę.
źródło: Ruch Chorzów