strona główna Forum Kibiców Fan Page Niebiescy.pl Sklep Kibica Niebiescy TV Niebiescy w Youtube Typer Stowarzyszenie Kibiców Ruchu Chorzów Niebiescy Relacje Live

  • Sezon 2014/2015

[Wyjazdy sezonu 2004/05] | [Wyjazdy sezonu 2005/06] | [Wyjazdy sezonu 2006/07] | [Wyjazdy sezonu 2007/08] [Wyjazdy sezonu 2008/09] | [Wyjazdy sezonu 2009/10] | [Wyjazdy sezonu 2010/11] | [Wyjazdy sezonu 2011/12] | [Wyjazdy sezonu 2012/13] | [Wyjazdy sezonu 2013/14 | [Wyjazdy sezonu 2014/15] | [Wyjazdy sezonu 2015/16] | [Wyjazdy sezonu 2016/17]

  • Cracovia - Ruch Chorzów [623]
Ostatni wyjazd sezonu 2014/2015 za nami. Po sobotniej wyprawie do Łęcznej możemy (tzn. ci, którzy byli) odhaczyć wtorkowe spotkanie z Cracovią za zaliczone.

Wyjazdowy mecz z "Pasami" wypadł we wtorek o godz. 20:30. Podobnie jak w przypadku Łęcznej zapisy początkowo przebiegały mizernie i na myśl nasuwa się tylko jedno pytanie: LUDZIE, CO JEST Z WAMI? Wyjazdy to nie tylko nowe stadiony i ciekawy rywal, ale to również poświęcenie i wytrwałość, bo poświęcamy swój cenny czas oraz pieniądze, by wytrwale trwać w tym, co kochamy!

Przejdźmy jednak do tych, którym chciało się jechać. Zbiórka została zaplanowana o godz. 16:00 na parkingu klubowym. Skąd tak jak zazwyczaj kolumna autokarowo-samochodowa wyruszyła 1,5 godziny później. Trasa przebiegła sprawnie i za bramkami w Krakowie wszyscy razem zebraliśmy się na postoju, skąd wyruszyliśmy w dalszą drogę. Niestety po raz kolejny swoją głupotą (bądź celowym działaniem) popisała się policja, która znów wyprowadzała w pole samochody z kibicami Ruchu, które krążyły wąskimi uliczkami wokół Błoń. Jakim zaskoczeniem było podjechanie o godzinie 19:30 pod stadion Wisły, gdzie zazwyczaj parkowaliśmy samochody, a na miejscu zastaje nas zamknięta brama i żaden z dzielnych stróżów prawa nie kwapi się do udzielenia informacji, gdzie parkować. Grupa autokarowa została wysadzona pod sektorem gości, natomiast auta do samego meczu krążyły po Krakowie, by ostatecznie dowiedzieć się, że przecież parking na Wiśle jest dla nas przygotowany.

Na szczęście tym razem wchodzenie przebiegło dosyć sprawnie i zamiast 1-2 działających bramek (tak było poprzednim razem), kibice przechodzili przez 6 i nawet osoby dopisywane do listy wyjazdowej nie musiały czekać na szary koniec kolejki.

Ostatecznie w Krakowie pojawiliśmy się w 623 osoby w tym delegacje kibiców Widzewa Łódź i Elany Toruń, którym serdecznie dziękujemy za wsparcie. Sektor gości przyozdobiły flagi: "P/R\F", "FabRyka Chuliganów", "Śląscy Ekstremiści", "19/R\20", "NRŚL Gang”, "Niebieskie Siemce - Ekipa Wyjazdowa", "Świętochłowice", "Radlin", "N/R\K", "Kęty", "Racibórz".

Doping tradycyjnie rozpoczęto głośnym "Jesteśmy zawsze tam". Oprócz stałych piosenek nie zabrakło częstego zasypywania gospodarzy "komplementami" oraz śmieszną przyśpiewką "Cracovia, Cracovia, malowane dzieci, nie jedna siekiera w te ku... poleci. Nie jedna, nie cztery ale dwa tysiące, będziecie spier... jak dzikie zające" ;)

Trzeba przyznać, że Ruch wokalnie zaprezentował się całkiem dobrze i na pewno dużo lepiej niż gospodarze, jednak Cracovia nigdy nie była wymagającym kibicowsko rywalem.

Młyn "Pasów" prezentował się mizernie, jednak próbowano nadrobić to ogromną ilością flag, których było na tyle dużo, że flaga "Człowieka" wytrzymała na płocie kilka minut i szybko została ściągnięta, by zrobić miejsce na inną. Podczas meczu oprawę w postaci sektorówki zaprezentował sektor dziecięcy. Natomiast co ciekawe i smutne, na meczu zabrakło nieodzownego elementu przy Kałuży czyli sektora patologicznie-napinkowego. Czyżby jakaś zmiana, a może wysyp zakazów?

Po straconej bramce na 1:0 nie udało się odrobić strat i nawet "Horto Magiko" "Dzikiego Wąsa" nie pomogło w walce o odrobienie strat. Po meczu podziękowaliśmy zawodnikom za wsparcie oraz zostały poprzybijane piątki.

Po ostatnim gwizdku okazało się, że część napinaczy nie zniknęła, a jedynie przeniosła się na sektor rodzinno-piknikowy.

Grupa wyjazdowa przez dłuższy czas była przetrzymywana na sektorze i większość do domów dotarła przed północą. Jeszcze raz dziękujemy Widzewiakom i Elanie za wsparcie oraz wszystkim, którzy dali z siebie wszystko, by 12. zawodnik na Ruchu nie był tylko pustym sloganem.

  • Górnik Łęczna - Ruch Chorzów [380]
Koniec sezonu zbliża się wielkimi krokami, więc trzeba wykorzystywać ostatnie możliwości wyjazdowe przed wakacyjną przerwą w rozgrywkach. Tak się złożyło, że wśród trzech ostatnich kolejek wypadły nam dwa wyjazdy do Łęcznej i na Cracovię.

Nareszcie! Tak można było pomyśleć o wyjeździe na Górnik Łęczna, gdyż jeszcze nigdy nie mieliśmy możliwości pojechać w te strony Polski, jednak zawsze musi być ten pierwszy raz. Mecz wypadł w sobotę o godz. 15:30, więc idealny termin by udać się na wyjazdowy szlak w województwo lubelskie.

Z racji niedużego obiektu przypadła nam pula niespełna 378 biletów. Niestety - co jest zaskakujące - tak ciekawy wyjazd nie cieszył się aż takim zainteresowaniem jak Jagiellonia. I tu pojawia się pytanie: gdzie podziali się ci wszyscy wielcy wyjazdowicze, którzy żałowali, że wyjazd do Białegostoku został odwołany? Czy każdy wyjazd za ukochaną drużyną nie jest najważniejszy!? Warto się mocno nad tym zastanowić!

Zbiórkę wyjazdową zaplanowano na 6:00 w sobotni poranek i około 1,5 godziny później kordon samochodów z kibicami Ruchu udał się w drogę do Łęcznej, która przebiegła spokojnie. Po drodze w Lublinie główna kolumna aut minęła autokar z piłkarzami, jednak na szczęście wszyscy bez problemu zdążyli na mecz. Jedni na trybuny, inni na murawę ;-) Główna grupa samochodów pod stadion dotarła około godziny 14:00.

Droga w okolicy gospodarstw rolnych oraz polana pomiędzy domami służąca za parking wyrabiały zdanie o lokalizacji rozgrywania meczu. Jednak pomimo to zawsze warto jeździć, by móc poznać realia piłkarsko-kibicowskie w różnych rejonach Polski.

Wchodzenie na sektor przebiegło sprawnie i z każdą minutą sektor coraz bardziej się zapełniał, także przed pierwszym gwizdkiem wszyscy z wyjątkiem spóźnionych zasiedli na sektorze gości. Podliczając liczbę obecnych można stwierdzić, że do Łęcznej dojechało 380 fanów Ruchu z czego 350 osób zasiadło na sektorze gości, w tym również kilkunastoosobowa delegacja Widzewa.

Sektor gości przypomina większą wersję sektora, na którym zasiedliśmy 3 lata temu w Macedonii, natomiast reszta trybun przypomina stadion w Bełchatowie - to tyle ze spostrzeżeń dla tych, którzy nie mieli okazji pojawić się w Łęcznej.

Na sektorze zawisło 6 flag: "P/R\F", "Śląscy Ekstremiści" oraz 4 flagi Fan Clubów "NRŚL Gang", "Niebieskie Siemce - Ekipa wyjazdowa", "Świętochłowice" oraz "NK".

Od początku meczu Niebiescy zaznaczyli swoją obecność głośnym dopingiem oraz obowiązkowym "Jesteśmy zawsze tam...". Wokalny popis "Niebieskiej Szarańczy" można opisać jako dobry i dobrze słyszalny na obiekcie. W repertuarze nie zabrakło nowych przyśpiewek oraz pozdrowień dla Widzewa Łódź, Elany Toruń oraz "dzielnych stróżów prawa".

Pod koniec pierwszej połowy w rolę wodzireja wcielił się "Dziki Wąs" ze swoim "Horto Magiko", które na wyjazdach robi furorę. Dodatkowo wszyscy, którzy przed gwizdkiem opuścili sektor, by ustawić się po giętą i piwo, otrzymali słowną reprymendę i wykład na temat pikników, grilli itd. ;) Jednak trzeba przyznać, że gięta całkiem smaczna, a piwo za 3 złote szybko się kończyło ;)

Po "ostrych" słowach szybko spadła kara na stojących w kolejce w przerwie meczu. Nad stadionem pociemniało, ciemne chmury zasłoniły niebo i nastała ulewa. Oberwanie chmury wywołało popłoch na sektorach gospodarzy. Na szczęście wraz z końcem przerwy przestało padać i znów wyszło słońce, także przemoczone flagi miały 45 minut na przeschnięcie.

Kilka minut po rozpoczęciu drugiej połowy kibice Ruchu mieli powód do radości po golu Kuświka dającym prowadzenie. Wokalna zabawa ruszyła na całego...

Co do gospodarzy - przez większość meczu prowadzili doping, jednak ciężko go określić z perspektywy sektora gości. Na płotach natomiast zawisło 5 flag w tym m.in. "Górnik Łęczna", "Zielono-Czarni" oraz "W Górnik wierzymy".

Mecz zakończył się zwycięstwem Ruchu 1:0 i zasileniem naszej ligowej pozycji o cenne 3 punkty, które przybliżają nas do utrzymania. Po meczu wraz z piłkarzami celebrowano śpiewem wygraną oraz z sektora niosło się głośne "Nigdy nie spadnie, Ruch Chorzów nigdy nie spadnie".

Dosyć szybko opuściliśmy sektor gości i mniej więcej pół godziny po meczu wyruszyliśmy w drogę powrotną. Początkowo auta jechały wspólnie, jednak po drodze postoje oraz wybór różnych tras powrotu rozbiły samochody i praktycznie każdy wracał osobno. Część aut zmuszonych do tankowania utknęła na zamkniętej stacji, gdzie dopiero po kilkunastu minutach "dzielni policjanci" zrozumieli, że z pustymi bakami nie odjedziemy. Rozbicie aut próbowali wykorzystać rywale zza miedzy, którym najwidoczniej na rękę było w sporej przewadze atakować pojedyncze fury na drugim końcu Polski, niż zmierzyć się w podobnych liczbach na trasie lub na własnym podwórku. No cóż, każdy chwali się takim sukcesem na jaki go stać ;)

Dla większości wyjazd zakończył się w okolicach północy (w zależności jaką drogą wracali), natomiast dalsze fan cluby dopiero w środku nocy dotarły do domu. Dziękujemy Widzewiakom za wsparcie i widzimy się wszyscy na Cracovii!

  • Podbeskidzie Bielsko-Biała - Ruch Chorzów [480]
Za nami kolejny mecz fazy finałowej. Po remisie w małych derbach z Piastem Ruch zmierzył się w Bielsku z Podbeskidziem. Po ostatnich wyjazdach gdzie obejmował nas zakaz, tym razem teoretycznym problemem był brak sektora gości na nowo wybudowanym stadionie.

Ten problem postanowili rozwiązać kibice Ruchu, którzy masowo zaczęli wykupywać bilety na sektory gospodarzy. Informacja o wsparciu piłkarzy na meczu oraz o tym na jakie sektory kupować bilety, szybko rozeszła się drogą pantoflową za pomocą SMS-ów. Jak widać na zdjęciach i filmach, na sektorach Podbeskidzia zasiadło około 480 kibiców Niebieskich, większość wspólnie na obu poziomach stadionu.

Skoro na meczu nie zabrakło kibiców Ruchu, których nikt w takiej liczbie się nie spodziewał, nie mogło zabraknąć także dopingu, który zagrzewał do boju naszych zawodników.

W repertuarze nie zabrakło kluczowego "Jesteśmy zawsze tam..." oraz pozdrowień dla naszych przyjaciół z Widzewa i Elany. Podczas meczu, który zakończył się zwycięstwem Ruchu 2:0, debiut zaliczyła kolejna, konkretna piosenka "Ooo Chorzowie, ooo Chorzowie, nigdy nie opuszczę Cię...".

Po meczu kibice wraz z piłkarzami celebrowali wokalnie wygraną. Kolejne spotkanie w poniedziałek 25 maja z GKS-em Bełchatów na Cichej 6.

  • Korona Kielce - Ruch Chorzów
Na stadionie w Kielcach zabrakło zorganizowanej grupy kibiców Ruchu, na których ciążył zakaz wyjazdowy. Na własną rękę na meczu pojawiło się kilkudziesięciu fanów, jednak trudno oszacować dokładną liczbę. Spotkanie obejrzało 5531 widzów.

  • Jagiellonia Białystok - Ruch Chorzów [350]
Niestety stało się najgorsze. Tak możemy rozpocząć kwestię planowanego wyjazdu do Białegostoku. Miała być wielka inwazja w 2000 osób i wspólne świętowanie zgody z Widzewem, a wyszło, jak wyszło...

Część ma pretensje, że to wina piro, że ultrasi źli itp. itd. Jednak sam problem leży po stronie durnych przepisów i zakazów, które są tylko i wyłącznie po to, by sztucznie zawyżać statystyki policji w interwencjach i zamknąć usta ostatnim bastionom wolnym od cenzury. Mówiąc, że oprawy i pirotechnika są złe - zastanówcie się, kto dodaje kolorytu naszym szarym trybunom i mizernemu poziomowi ligi.

Drugą kwestią są zarzuty, że przez to ktoś nie mógł jechać na wyjazd. Zapamiętajcie jedno - Ruch to nie jest ekipa jednego wyjazdu w rundzie. Jeździmy zawsze, jeździmy wszędzie, bo kochamy te barwy i kochamy ten klub.

Wracając jednak do samego wyjazdu... W niedzielę Komisja Ligi odwiesiła nam zakaz, a we wtorek delegacja kibiców pojechała do Warszawy, by poprosić o przeniesienie kary na kolejny mecz. Do wyjazdu było zaledwie kilkadziesiąt godzin, 18 wynajętych autokarów, 1500 sprzedanych biletów... Te argumenty nie przemówiły jednak do członków Komisji. Po odmowie podjęto jednogłośną decyzję, że jedziemy pomimo wszystko, co z wiadomych względów nie zostało podane w internecie. Każdy kto ma Ruch w sercu i odrobinę chęci kombinował, jak dojechać indywidualnie do Białegostoku. Również Jagiellonia wyciągnęła pomocną dłoń, nie stwarzając problemów z wyrabianiem kart kibica i kupnem biletów. Otrzymaliśmy również informację, na jakie sektory mamy kupować wejściówki.

I tak różnymi środkami lokomocji i w przeróżnych godzinach "Niebieska Szarańcza" wyruszyła w kierunku Podlasia. Jedni w nocy, inni skoro świt, część na ostatnią chwilę, byle tylko zdążyć na mecz bez problemów na trasie. Pomimo to i tak już od godzin rannych około 80 kilometrów przed Białymstokiem na kibiców Ruchu czekał komitet powitalny w postaci smutnych panów. Jak widać pseudo reportaże pseudodziennikarzy robią swoje i każde auto na śląskich czy też łódzkich rejestracjach było zatrzymywane do kontroli. Legitymowanie, sprawdzanie wyposażenia i najważniejsze przeszukiwanie samochodów psem tropiącym to nie jest chyba standardowa procedura policji dla przeciętnego obywatela, ale przecież my jesteśmy gangsterami ze stadionów ;)

Dalsza droga o dziwo przebiegła spokojnie i wszyscy kibice Ruchu oraz Widzewa na spokojnie mogli załatwić formalności związane z wyrobieniem kart kibica i kupnem biletów oraz zregenerować siły. Dzięki staraniom kibiców Jagiellonii wszyscy z zakupionymi biletami na różne sektory mogli zasiąść na sektorze gości.

Obiektywnie stadion naprawdę fajny, a sektor gości jeden z lepszych o ile nie najlepszy w naszej lidze. Pozostaje nam tylko pogratulować i zazdrościć "Jadze" zajebistego stadionu.

Jedynym minusem jest zatrudniona tam ochrona, która traktuje stadion jak prywatny folwark, wymyślając durne "przepisy" bez racji pokrycia. Przed wjazdem na parking pod sektorem gości okazuje się, że ochrona zabiera się nie wiadomo jakim prawem i na jakiej podstawie za przeszukiwanie samochodów przy aprobacie smutnych panów. Generalnie odwiedzając stadiony w różnych zakątkach Polski jak również za granicą pierwszy raz mogliśmy doświadczyć czegoś tak absurdalnego. Dodatkowo, co okazało się absolutnym hitem, wjeżdżając na parking nie można pozostawić jakichkolwiek napojów w samochodzie, który pozostaje na parkingu.

Generalnie w przeciągu kilku minut spotkaliśmy się z kumulacją debilizmu ze strony ochrony. Niestety jak grochem o ścianę można tłumaczyć baranom, że impreza masowa zaczyna się w momencie przejścia z biletem przez bramkę, gdzie również znajduje się regulamin takiej imprezy, a samochód na parkingu uczestnikiem imprezy masowej nie jest. No cóż, jeszcze sporo rzeczy na stadionach nas może zaskoczyć.

Pomimo problemów ochrony ze zrozumieniem zagadnienia imprezy masowej wejście przebiegło sprawnie. A na sektorze gości, w którym oczywiście zasiedliśmy jako niezorganizowana grupa, zasiadło ponad 300 kibiców Ruchu i Widzewa. Dodatkowo część osób znajdowała się na sektorach Jagiellonii. Także śmiało można powiedzieć, że w Białymstoku zameldowało się około 350 fanów Ruchu, w tym 60 Widzewiaków. Świętowanie zgody w jakimś stopniu mogło się jednak odbyć.

Kibice "Jagi" oprócz umożliwienia nam wejścia na obiekt przygotowali dla nas niespodziankę w postaci darmowych browarów na stadionie, za co wielkie dzięki ;)

Jak na niezorganizowaną grupę prowadziliśmy całkiem przyzwoity, choć przerywany doping. Niestety nie był to gromki śpiew 2000 Niebieskich, którzy mogliby być na meczu, ale i tak ci którym chciało się jechać, spisywali się całkiem dobrze, szczególnie w końcówce meczu, gdzie "horto magiko" bez cerat dawało konkretną robotę.

Gospodarze przez cały mecz prowadzili dobry doping. Na stadionie, a szczególnie w młynie, jest miejsca na wywieszenie flag, które są eksponowane jedynie na dole sektora. Na prostej "Jaga" wywiesiła flagę "Piłka nożna dla kibiców", która idealnie pasowała do tego spotkania. Na początku drugiej połowy kibice BKS-u zaprezentowali oprawę z użyciem sporej ilości flag na kijach wraz z pirotechniką, co wyszło z perspektywy sektora gości naprawdę fajnie.

Piłkarze Ruchu przegrali 0:2, jednak i tak po meczu otrzymali słowa wsparcia z naszej strony z zaznaczeniem, że muszą "walczyć, trenować bo Ruch Chorzów musi panować".

Na sektorze gości najczęstszą przyśpiewką było oczywiście "jesteśmy zawsze tam..." oraz "piłka nożna dla kibiców", co intonowane było na dwie strony z kibicami gospodarzy, którym również podziękowaliśmy za możliwość obejrzenia meczu gromkim "Jaga, Jaga, Jaga dziękujemy". Po spotkaniu część osób zawinęła do domów, a inni odwiedzili jeszcze miejscowe bary.

Tak jak podały już niektóre media, w drodze powrotnej 14 kibiców Ruchu zostało zatrzymanych pod zarzutem rozboju rabunkowego na obywatelu Białorusi. Cała 14 zatrzymana, auta odholowane. Generalnie cyrk na kółkach z kogutem w tle. Jak się okazało po kilkugodzinnym przetrzymaniu, nasi kibice zostali zatrzymani "przez pomyłkę" bez jakiegokolwiek dowodu na ich udział w zdarzeniu, ani nawet ich obecności w pobliżu. Niemniej "Show must go on" i znów w Polskę może pójść informacja o gangsterach ze stadionów...

Gdzieś po drodze podobno widziani byli kibice jednego ze stołecznych klubów, ale generalnie cisza i spokój. Większość ekipy wyjazdowej jeszcze przed rozpoczęciem "kawy czy herbaty" zameldowała się w domach.

Szacunek należy się wszystkim, którym pomimo zakazu chciało się ruszyć na drugi koniec Polski za swoją drużyną. Dziękujemy również Widzewiakom za obecność, gdzie w dobrej liczbie pojawiły się m.in. fan cluby z Bełchatowa i Piotrkowa. Doskonale wiemy, że gdyby wyjazd doszedł do skutku w normalnym trybie, liczba Ruchu jak i Widzewa byłaby naprawdę konkretna. Tym niemniej mamy nadzieję, że będzie jeszcze sporo okazji do świętowania 10-lecia, jak i kolejnych lat naszej zgody ;)

Dziękujemy jeszcze raz Jagiellonii za wszystko, a tymczasem podsumowując wyjazd... Ruch i Widzew na zakazie hej hej!

  • Korona Kielce - Ruch Chorzów [730]
Kielce, Kielce... i po Kielcach. Za nami kolejny wyjazd w świętokrzyskie rejony. W piątkowy wieczór Ruch zmierzył się na Kolporter Arenie z Koroną Kielce.

Przyznane Niebieskim wejściówki rozeszły się do ostatniej sztuki. Transportem kołowym do Kielc przybyło 730 kibiców, z czego 710 zasiadło w sektorze gości (pełna pula przyznanych biletów). Wśród obecnych zawitał nasz fan club Pogoń Staszów w sile 60 głów oraz 80-osobowa grupa Widzewa Łódź, w tym większość ze świętokrzyskiego. Dziękujemy za tak liczne wsparcie.

Sektor gości w marę szybko się zapełniał i w porównaniu do poprzednich lat wchodzenie przebiegało sprawnie. Wraz ze zwiększającą się liczbą Niebieskich na sektorze wzrastała ilość wywieszonych flag, a pojawiło ich się nawet sporo: "Psycho Fans", "RTS" (wyjazdówka Widzewa), "NRŚL Gang", "Radlin", "Zawiercie", "Niebieskie Siemce - ekipa wyjazdowa", "N/R\K" (wyjazdówka Katowic), "Racibórz", "Niebieskie Łaziska", "Świętochłowice", "Kęty", "Śląsk Cieszyński" oraz dwie flagi Pogoni Staszów "19P45" i "Tylko Pogoń". Dodatkowo w drugiej połowie Niebiescy ze Staszowa wywiesili transparenty "Denis 3maj się" i "W Staszowie bez zmiany K.S. Ruch pany!".

Doping Niebieskiej Szarańczy prezentował się dobrze i dumnie niósł się po stadionie i okolicy, niejednokrotnie zagłuszając gospodarzy. Podczas pokazu wokalnych umiejętności nie zabrakło pozdrowień dla Widzewa Łódź, Elany Toruń i Pogoni Staszów. Gospodarzy na początku meczu poniosła fantazja i szybko zostali skarceni przyśpiewkami z użyciem słów uznanych potocznie za wulgarne ;)

Fani Korony praktycznie jak zawsze zapełnili środkową część górnej trybuny młyna i dobrze oflagowali swoje sektory. Ciężko określić ich doping, bo stosunkowo rzadko przebijał się na sektorze gości. "Koroniarze" próbowali w pierwszej połowie jakichś podchodów pod sektorem gości. Pytanie jedynie czy tak nieudolnie próbowali przeprowadzić szarżę na flagi, chowając się za filarami licząc, że mają pelerynki niewidki i nikt ich nie widzi, czy po prostu chcieli zobaczyć "jak to się robi na południu". Tym niemniej śmiesznie to wyglądało z boku - "pójdę, nie pójdę, pójdę, nie pójdę" i nie poszli ;)

Mecz przy słabej grze naszych zawodników, która kilkukrotnie była komentowana z sektora głośnym "ku... mać Chorzów grać", zakończył się bezbramkowym remisem. Piłkarze otrzymali po spotkaniu reprymendę, że mają walczyć i trenować, bo Ruch Chorzów musi panować.

Po kilkudziesięciu minutach oczekiwania kibice Niebieskich wyruszyli w drogę powrotną na Górny Śląsk. Natomiast kilku obecnych z nami stałych Widzewskich podróżników wyruszyło bezpośrednio na swój sobotni mecz w Świnoujściu. Cóż zrobić, takie uroki turystyki stadionowej ;)

Przed nami piątkowy mecz z Legią, a 29 kwietnia inwazja na Białystok i świętowanie 10-lecia sztamy z Widzewem!

  • Górnik Zabrze - Ruch Chorzów
Do Zabrza od wielu lat nie jeździmy. Remik, Rajmund - pamiętamy!

  • GKS Bełchatów - Ruch Chorzów [420]
Wyjazd do Bełchatowa jest kolejnym, który przeszedł do historii kibicowskich wojaży. Od dłuższego czasu część kibiców Ruchu zastanawiała się, czy dojdzie on do skutku, czy przypadkiem w dziwnych okolicznościach sektor gości nie zostanie zamknięty, jak podczas naszej ostatniej wyjazdowej potyczki z GKS-em. Na szczęście obawy nie sprawdziły się i spokojnie mogliśmy mobilizować się na kolejną w tym roku wyjazdową batalię. Sama mobilizacja w tym przypadku jest sporo naciągnięta, bo pula przyznanych 384 biletów rozeszła się raptem w dwa dni i sporo osób musiało obejść się smakiem.

Data wyjazdu trochę kiepska - w poniedziałkowy wieczór i znów część osób musiała poświęcić cenny dzień urlopu. No ale czego nie robi się z miłości ;) Z racji odległości i liczby biletów wyjazd zaplanowany został samochodami, które od godz. 13:00 zbierały się na klubowym parkingu. O 14:15 kordon aut, w obecności smutnych panów, ruszył w kierunku miejsca docelowego. Z racji kilku postojów droga zajęła dokładnie 3 godziny. Również mobilizacja niemających nic lepszego do roboty pseudostróżów prawa była duża (nie zabrakło też kryminalnych). Dzięki właśnie takiemu traktowaniu postronni ludzie obawiają się nas jak jakieś kolejnej "plagi egipskiej", co można było usłyszeć chociażby na jednej ze stacji:

- Szybko musimy zamykać stację, bo jadą!
- Kto jedzie?
- Kibice jadą!
- Ale kto?
- Ruch Chorzów jedzie! Już są blisko!

Po takiej krótkiej stresującej rozmowie można było już tylko widzieć pracowników stacji wypatrujących w oknie najgorszego. Na szczęście tym razem im się upiekło ;)

Pod stadion dotarliśmy na 45 minut przed meczem, gdzie oczekiwała na nas grupa Widzewiaków, w tym głównie lokalny F.C.B. Wchodzenie przebiegało dosyć sprawnie, natomiast kłopot pojawił się z załatwieniem dodatkowych wejściówek, co ostatecznie się nie udało. W Bełchatowie pojawiliśmy się łącznie w 420 osób, w tym 100 Widzewiaków, a na sektor weszły 384 osoby.

Sektor gości przyozdobiły trzy flagi "Ruch Chorzów", "Psycho Fans" oraz debiutująca replika flagi Bełchatowskich Widzewiaków "F.C.B.’91". Co ciekawe flaga chyba jest pierwszą, która tak wysoko zawisła w sektorze gości, bo pod samym dachem siatki bocznej.

Doping można określić jako całkiem dobry, wyróżniając końcówkę spotkania, gdzie emocji było zdecydowanie sporo.

Gospodarze co jakiś czas byli zasypywani "pozdrowieniami". Słowna wymiana uprzejmości w zasadzie nie ustawała, nie tylko z młynem miejscowych, ale także z pobliskim sektorem. Niestety nie było tak śmiesznie i zabawnie jak przy poprzednich wizytach w Bełchatowie, gdzie podskakujących króliczków było zdecydowanie więcej. Tym razem w przerwie meczu trzeba było zadowolić się jedynie ekipą mogącą co najwyżej ciągnąć rzepę w familiadzie. Koleś w kominiarce, która zasłaniała mu co najwyżej krzaczaste brwi i brodę, prowadził w podskokach do boju kilku łbów mających problem z zawiązaniem porządnie szalika na mordzie. Normalnie King Bruce Lee Karate Mistrz :)

W czasie dopingu często pozdrawialiśmy także naszych zgodowiczów, którzy w dobrej liczbie pojawili się na meczu. Warto nadmienić, że większość z nich, w tym głównie F.C.B., wyruszyło pod stadion pochodem przez miasto. Emocje, które mogliśmy przeżyć na koniec spotkania, to już kwintesencja wyjazdowej pasji. Strzelona zwycięska bramka i wybroniony karny - czego więcej potrzeba na wyjeździe, by morda z radości darła się w niebo głosy?

Po meczu w miarę szybko opuściliśmy stadion i w towarzystwie dyskoteki na kółkach wyruszyliśmy w drogę powrotną. Większość już blisko godz. 23:00 zameldowała się w domach. Część kibiców została również na tzw. "jedno piwko" u naszych bełchatowskich przyjaciół z Widzewa.

Kolejny wyjazd za nami i pora się mobilizować na następne. Przed nami Kielce, a później najważniejszy wyjazd rundy - Białystok!

  • Lech Poznań - Ruch Chorzów [1060]
Ruszyła machina po Polsce ospale... Koniec zimowej zamułki - pora wracać na kibicowski szlak, gdzie najważniejszy jest wyjazdów smak!

Po derbowym pojedynku z Piastem Gliwice nadeszła pora na pierwszy wyjazd w tym roku. Rywalem Niebieskich był poznański Lech, a chorzowscy kibice otrzymali na to spotkanie 1000 wejściówek. Sytuacja w tabeli - delikatnie mówiąc - rewelacyjna nie jest, także przypuszczać można było, że liczba wyjazdowa będzie przeciętna i pula biletów może nie zostać w całości wykorzystana, jednak z dnia na dzień zapisy przybierały na sile i ostatecznie wszystkie bilety zostały wyprzedane.

Zbiórka na wyjazd zaplanowana została dosyć wcześnie, bo o godz. 6:00 w niedzielny poranek. Na parkingu klubowym oczekiwały już wynajęte autokary piętrowe, które rozdzielone zostały na poszczególne Fan Cluby oraz kibiców z Chorzowa. Około godziny 8:00 kolumna 8 autokarów i kilku aut wyruszyła w kierunku Wielkopolski. Osobno na mecz wyruszyli nasi zgodowicze z Widzewa oraz Elany, którzy dosyć mocno zmobilizowali się, by nas wesprzeć. Co ciekawe, po przekroczeniu granic województwa Wielkopolskiego standardowo już towarzyszyła nam obecność policyjnego helikoptera. To kolejny przykład jak nasze podatki są marnotrawione, a ropa drożeje. No cóż, może helikopter przerobili już na gaz ;)

Podróż z jednym postojem przebiegła w miarę sprawnie i o godz. 14:00 zameldowaliśmy się pod stadionem przy ul. Bułgarskiej, gdzie oczekiwała już część kibiców Widzewa. Trzeba przyznać, że wchodzenie przebiegło sprawnie i bez większych problemów. Na miejscu nie było problemu z dopisaniem osób do listy i domówieniem dodatkowych biletów. Główne grupy Widzewa i Elany dotarły pod stadion około godz. 15:00 i przed pierwszym gwizdkiem praktycznie wszyscy zameldowali się na sektorze gości. Część osób z własnej woli bądź z przymusu zmuszona została do pozostania w autokarach.

Nasza liczba to 1060 osób, w tym 250 fanów Widzewa Łódź oraz 80 kibiców toruńskiej Elany. Dziękujemy za serdecznie za wsparcie!

Tuż po pojawieniu się Niebieskich na sektorze rozpoczęła się wymiana uprzejmości z reprezentacją "poznańskich Słowików", która trwała w najlepsze do rozpoczęcia meczu. Kibice Ruchu i Lecha odpowiednio przyozdobili swoje sektory. Gospodarze na balkonie wywiesili flagi Fan Clubów natomiast na dole pojawiły się m.in. flagi "Kolejorz", "Miasto złą sławą owiane", "Pyrlandia" oraz transparenty "Nie obchodzi nas wcale płacz autorytetów. Pamiętamy o powstaniu przy bierności gabinetów" i "Nic o Nas bez Nas".

Chorzowianie wywiesili w sektorze gości kilkanaście flag, w tym m.in. "Psycho Fans", "FabRyka Chuliganów", "Criminal Family", "19/R\20", "Niebieskie Siemce - Ekipa Wyjazdowa", "NRŚL Gang", "RTS", "Świetochłowice", "Mysłowice on tour", "N/R\K", "Niebieskie Łaziska", "Mikołów" (również transparent "BPM Banda"), "Żory", "Radlin", "Pszów", "Racibórz".

Od pierwszych minut "Niebieska Szarańcza" ruszyła z przyzwoitym dopingiem, który chwilowo przerwała starta bramki w 6. minucie, jednak jak mamy w zwyczaju - po jednym ciosie odpowiadamy gradobiciem i również tym razem gardła zostały zdarte jeszcze bardziej, by niosło się "Niebiescy Hej!". Chwilę później głośno pozdrowiliśmy obecne z nami zgody, co spotkało się z gwizdami gospodarzy.

W repertuarze znalazła się także wdrażana nowa przyśpiewka "Hej Ruchu Nasz, pokaż jak grasz...", która z mijającymi na zegarze minutami wychodziła coraz lepiej.

Niestety 10 minut po radości z obronionego karnego Lech zdołał podwyższyć wynik na 2:0. Szybka reprymenda dla piłkarzy i chwilę później na gnieździe pojawił się "Dziki Wąs", by rozpocząć "Horto Magiko".

Przerwa nie wpłynęła dobrze na nasz doping. Część osób pozostała jeszcze pod stoiskiem gastronomicznym lub kończyła pogawędki, a doping niestety siadł i jedynie momentami wybijał się na tle całego sektora. Przełomem była 80 minuta. Strzelona bramka na 2:1 sprawiła, że końcówka meczu była pokazem prawdziwej chorzowskiej dopingowej korby. Po stadionie niosło się głośne "Hej Ruchu nasz, pokaż jak grasz, gdy upadniesz wstań, nie poddawaj się, my wspieramy cię". Wynik niestety nie uległ już zmianie i nie udało się przerwać kilkunastoletniej przerwy bez wygranej w Poznaniu.

Mimo wszystko podziękowaliśmy zawodnikom za walkę i kontynuowaliśmy doping, nie zapominając również o pozdrowieniach dla gospodarzy - "Co to za pionki, jesteście Amiką Wronki", "Lech zdech kolejorz"...

Dosyć szybko zostaliśmy wypuszczeniu ze stadionu i wyjazdowa ferajna powróciła do swoich środków transportu, by udać się w drogę powrotną, która przebiegła spokojnie. Niebiescy na Cichej zameldowali się około północy i tak zakończył się pierwszy tegoroczny wyjazd.

Jeszcze raz dziękujemy kibicom Widzewa i Elany za wsparcie. Do następnego na kibicowskim szlaku.

  • Górnik Łęczna - Ruch Chorzów
Spotkanie pomiędzy Górnikiem Łęczna a Ruchem Chorzów zgromadziło na trybunach około cztery tysiące widzów. Fani Niebieskich niestety nie mogli się pojawić na wyjeździe w zorganizowanej grupie, ponieważ zostali ukarani zakazem za odpalenie kilku petard na stadionie przy ul. Łazienkowskiej w Warszawie.

  • Legia Warszawa - Ruch Chorzów [656]
Przedostatni tegoroczny wyjazd za nami. Wyprawa do stolicy na pojedynek z Legią zawsze wzbudzała większe napięcie. Piłkarze nie dają nam ostatnio zbyt wiele powodów do radości, więc trzeba nadrabiać wyjazdową atmosferą. Być może zawodnicy dorównają kiedyś poziomem i wolą walki swoim kibicom. Możemy gdybać, czy doczekamy się takiego zaangażowania u piłkarzy, ale jeździć trzeba.

Wyniki boiskowe robią swoje, dlatego można było się spodziewać, że komplet biletów nie zostanie wykorzystany. Chętne osoby mogły zakupić wejściówki praktycznie do ostatniej chwili, gdyż nie było większych problemów z dopisaniem się na listę nawet pod słynną "Guantanamo Areną".

Zbiórka wyjazdowa zaplanowana została na niedzielę na godz. 9:00. Półtorej godziny później z parkingu klubowego wyruszyły 3 autokary oraz kolumna samochodów. Część kibiców wyjeżdżała również później i samotnie podróżowała pod stadion stołecznej Legii.

Główna grupa dotarła pod "Pepsi Arenę" chwilę przed godziną 16:00 i trzeba przyznać, że wchodzenie przebiegało w miarę sprawnie. Ciekawostką jest wpuszczanie według wyczytywanych nazwisk wyjazdowiczów z dostarczonych list. Każdy oczekiwał więc na własną kolejkę i ostatecznie większość osób przed pierwszym gwizdkiem znalazła się na sektorze gości.

Ostatecznie w Warszawie pojawiło się 656 fanów Niebieskiej eRki, w tym około 150 Widzewiaków i gościnnie 2 kibiców Kotwicy Kołobrzeg. Sektor gości przyozdobiły flagi: "FabRyka Chuliganów", "Psycho Fans", "19/R\20", "Sochaczew" (Widzewa), "Niebieskie Siemce - Ekipa Wyjazdowa", "NRŚL Gang", "N/R\K", "Świętochłowice", "Radlin", "Mysłowice on tour", "Niebieskie Łaziska", "Żory", "Kęty on tour". Na sektorze pojawił się ponadto transparent "Dobry doping, młyn, oprawy. W chuligance Trudne Sprawy", nawiązujący do kolejnej odmowy kibiców Legii.

Cała sytuacja i odmowy stołecznych kibiców wielokrotnie były podkreślane z sektora gości gromkim "Cykory! Cykory!", "Być się nie chcecie, a teraz ku... sapiecie". Hasła wywoływały sporo oburzenie na sektorach gospodarzy, gdzie propaganda "niezwyciężonej Legii" działa jak klapki na oczach konia.

Przy meczach tej rangi nie może zabraknąć obustronnej wymiany uprzejmości, dlatego fani Ruchu niejednokrotnie intonowali "Legia to stara...". Na sektor gości chorzowianom nie udało się wnieść ponadto transparentu "Warszawscy Posrańcy", który stylizowany był na flagę "Legionistów" i również miał nawiązywać do odmowy warszawian.

Doping Niebieskich można określić jako przyzwoity. Bywało naprawdę głośno, lecz nie zabrakło też przestojów. Legia niech oceni się sama, natomiast sektor gości określił ją krótkim i dosadnym okrzykiem "cykory".

Jeśli chodzi o wydarzenia boiskowe, to niestety po raz kolejny w plecy. W tym sezonie zawodnicy nie rozpieszczają nas swoją grą. Pozostaje nam wierzyć i robić swoje. Jeździliśmy, jeździmy i będziemy jeździć za naszą drużyną. Widzewiakom dziękujemy za dobre wsparcie podczas meczu!

Powyższym można by zakończyć relację, jednak nie pozwolili na to "dzielni stróże prawa", którzy urządzili sobie pomeczową łapankę, próbując powinąć osoby odpalające petardy podczas meczu. Stojąc na schodach prowadzących do wyjścia widać było wielu milicjantów i ogrom białych kasków. Zachowanie policji tragiczne - totalny brak kultury. Na początku wydano nakaz zdjęcia nakrycia głowy, gdzie o słowie "proszę" można było zapomnieć. Później przejście przez ciasny kordon z wystawionych tarczy. Następne wytypowane osoby były wyszarpywane, podduszane od tyłu i ciągnięte w kierunku radiowozu. Generalnie kolejne zderzenie kibica z rzeczywistością, o której zwykli ludzie dowiadują się z coraz częściej wyciekających do internetu filmików.

  • Cracovia - Ruch Chorzów [710]
"Niebieska Szarańcza" po ponad miesięcznej przerwie powróciła na wyjazdowy szlak. Patrząc na słabe, a wręcz żenujące wyniki naszej drużyny, za które posadą zapłacił Janek Kocian, zapisy na wyjazdowe spotkanie z Cracovią mocno się przedłużały. Chętni mogli wybrać się autokarami bądź własnymi środkami transportu. Pierwszą opcję wybrała spora część wyjazdowiczów i na kilka dni przed końcem zapisów w sprzedaży pozostały jedynie same wejściówki, które również praktycznie w całości znalazły nabywców.

Zbiórka wyjazdowa zaplanowana została na godz. 12:30 na parkingu klubowym. Tak wczesna godzina związana była z planowanym na godzinę 13:00 pożegnaniem trenera Jana Kociana. Słowak zaskarbił sobie ogromną sympatię kibiców Ruchu i taka uroczystość była koniecznością. Pożegnanie odbyło się na trybunie głównej, gdzie wśród głośnych śpiewów nie zabrakło pamiątkowej ramy ze zdjęciami oraz klubowego szalika dla naszego byłego szkoleniowca.

Około godziny 14:00 autokary oraz auta wyruszyły z głównej zbiórki w kierunku Krakowa. Spodziewając się korków godzina wyjazdu nie była przypadkowa i pod stadion Cracovii główna grupa dotarła na ponad godzinę przed meczem. Wydawałoby się, że taki zapas czasu wystarczy do sprawnego wpuszczenia kibiców Ruchu, którzy dotarli do Krakowa w 710 osób...

Nic bardziej mylnego. Ochrona dołożyła wszelkich starań, by wpuszczanie przebiegało jak najwolniej. Kibice z wybiegu zwanego też poczekalnią wpuszczani byli w grupkach maksymalnie 10-osobowych, chociaż liczenie i tak nie należało do najmocniejszej strony "Hektorków". Do tego maksymalnie dwa działające kołowrotki oraz kolejne zderzenie z pseudoprofesjonalizmem, gdzie mało rozgarnięte kobietki miały problemy ze zrozumieniem i wyszukaniem nazwisk na liście, nawet po ich dokładnym przeliterowaniu.

Piłkarze usłyszeli pierwszy gwizdek, a spora część kibiców Niebieskich pozostawała pod stadionem. Ochrona z policją wyłapywały ponadto pojedyncze osoby do legitymowania, co dodatkowo wydłużało wchodzenie. Część kibiców została wpuszczona w granicach 80. minuty spotkania, ale i tak pozostało jeszcze sporo osób, które mimo posiadania biletu w ogóle nie zobaczyły murawy.

Klub Ruch Chorzów oraz Stowarzyszenie "Niebiescy" zapowiedziały złożenie protestu w sprawie tej farsy. Pisma mają trafić do Ekstraklasy SA oraz Polskiego Związku Piłki Nożnej.

Fani Niebieskich, którym udało się wejść na sektor, na początku zaśpiewali głośno "jesteśmy zawsze tam...". Jak zwykle w przypadku meczów na Kałuży, przy sektorze gości pojawia się grupka napinaczy, jednak tym razem ich frekwencja była zaskakująco niska. Pojawiły się jednak damskie gwiazdy, a raczej "anty gwiazdy", co można było wywnioskować po prezentowanej przez cały mecz vlepce.

Doping ze strony Ruchu można uznać za dobry, jednak bez większego szału. Godne uwagi było jedynie wykonanie "Horto Magiko", intonowanego przez Dzikiego Wąsa. Trzeba przyznać nawet filmik przygotowany przez naszą telewizję nie odzwierciedla do końca konkretnej dopingowej korby, jaka panowała wtedy na sektorze. W repertuarze kibiców Niebieskich nie zabrakło częstych i różnorodnych "uprzejmości" kierowanych w stronę gospodarzy.

Chorzowianie dosyć dobrze oflagowali płoty sektora gości, gdzie zawisły płótna: "P/R\F", "19/R\20", "Bandycki BatoRy", "Śląscy Ekstremiści", "Niebieskie Siemce - ekipa wyjazdowa", "NRŚL Gang", "Świętochłowice", "Żory", "Pszów", "N/R\K" (Katowic), "Kęty", "Radlin", "Śląsk Cieszyński" oraz "Niebieskie Łaziska". Na stadion niestety nie zostały wpuszczone dwa transparenty, które miały wyrazić zdanie kibiców na temat zatrudnienia w chorzowskim klubie Jacka Bednarza. Z sektora gości i tak można było jednak usłyszeć kilka gorzkich słów w kierunku tego jegomościa.

Warto zauważyć sporą frekwencję niebieskich fan clubów, które pojawiły się w zgrabnych liczbach, w tym m.in. FC Zakopane w 15 osób. Dziękujemy również Widzewiakom, którzy pojawili się w kilkanaście osób.

Z perspektywy sektora gości gospodarze zaprezentowali się mizernie. Pomimo dobrze oflagowanego sektora młyn dosłownie świecił pustkami za sprawą odbijającego się światła od pustych krzesełek. Trudno określić doping gospodarzy, bo niewiele można było usłyszeć w klatce.

Mecz niestety zakończył się kolejną porażką Niebieskich, którzy po 12. kolejkach znajdują się tuż nad strefą spadkową. Na chwilę obecną zawodnicy chorzowskiego klubu nawet nie zbliżają się do poziomu, jaki prezentują kibice Niebieskiej eRki. Za słabą grę piłkarzy zapłacił trener Kocian, któremu fani jeszcze raz podziękowali po meczu okrzykiem "Janek, Janek Kocian...". Ot taka kuriozalna sytuacja, gdzie podziękowano byłemu szkoleniowcowi, a nie sprawującemu ponownie stanowisko trenera Waldemarowi Fornalikowi.

Po meczu jeszcze mała wymiana uprzejmości i po chwili oczekiwania fani Ruchu opuścili stadion. Po przejściu Błoń, wszyscy zajęli miejsca w autokarach oraz samochodach i wyruszyli w kierunku Górnego Śląska. Tym samym zakończyła się kolejna wyprawa, która jednak większej historii nie miała, także niecierpliwie wyczekujmy kolejnego wyjazdu.

  • Zawisza Bydgoszcz - Ruch Chorzów
Mecz Zawiszy Bydgoszcz z Ruchem Chorzów zobaczyło niespełna 2000 widzów. Na trybunach panowała iście piknikowa atmosfera, a na boisku padł remis 1:1. Na stadionie, z powodu konfliktu z właścicielem klubu, zabrakło prawdziwych kibiców "Zety", a także zorganizowanej grupy "Niebieskiej Szarańczy".

  • PP: Ostrovia Ostrów Wielkopolski - Ruch Chorzów
Spotkanie Ostrovii 1909 Ostrów Wielkopolski z Ruchem Chorzów obejrzało około 2500 widzów. Miejscowi ultrasi przygotowali dwie oprawy. Składały się na nie sektorówki, transparenty oraz flagi na kijach. Podczas prezentacji choreografii można było również usłyszeć petardy. Fani Niebieskich nie mogli się pojawić w Ostrowie w zorganizowanej grupie z powodu zakazu wyjazdowego.

  • Pogoń Szczecin - Ruch Chorzów [260]
Po przerwie reprezentacyjnej i toruńskim meczu przyjaźni nadeszła pora na powrót do ekstraklasowej rzeczywistości. W piątek Niebiescy rozgrywali na wyjeździe spotkanie z Pogonią Szczecin. Zbiórka zaplanowana została na godz. 8:30 na stacji PKP w Chorzowie Batorym, skąd o 9:00 pociągiem rejsowym "Niebieska Szarańcza" wyruszyła w kierunku Szczecina.

Droga z Górnego Śląska do Poznania minęła spokojnie, jednak z małym opóźnieniem. Ekipa miała sporo czasu do przesiadki, więc ostatecznie nie było większych opóźnień w całej podróży. Niestety, podróżując rejsówkami można spotkać nie tyle psa, który jeździł koleją, ale całe schronisko. I tak kilka osób załapało się na mandaty.

Pod stadionem fani Ruchu zameldowali się przed godz. 20:00 i powoli zaczęli zapełniać sektor gości. Podczas wchodzenia na obiekt znowu nie obyło się bez mandatów wypisywanych m.in. za jakieś śmieszne zakłócanie porządku publicznego.

Wraz z pierwszymi kibicami chorzowskiego Ruchu na płotach zawisły również pierwsze flagi, wśród których pojawiły się: "Śląscy Ekstremiści", "19/R\20", "RTS", "Bandycki Batory", "Niebieskie Siemce - Ekipa Wyjazdowa", "NRŚL Gang", "Świętochłowice", "Radlin", "Kęty on tour", "N/R\K". Ogólnie Niebiescy pojawili się w Szczecinie w 260 osób, z czego 230 zasiadło na sektorze. Dziękujemy za wsparcie kilkunastu Widzewiakom oraz jednemu Elanowcowi.

Kibice Ruchu rozpoczęli doping od "Jesteśmy zawsze tam...". W repertuarze nie zabrakło pozdrowień dla łódzkiego Widzewa oraz wymiany "uprzejmości" z miejscowymi fanami.

Wybuch radości nastąpił w 31. minucie po objęciu prowadzenia przez zawodników Niebieskich. Mogło się wydawać, że trzy punkty w końcu zostaną przywiezione do Chorzowa, jednak stracona w końcówce bramka spowodowała podział punktów.

Po meczu kibice podziękowali piłkarzom za walkę i po chwili oczekiwania zaczęli opuszczać sektor gości. Pociąg miał odjechać o godz. 23:22, ale... nie odjechał. Milicjanci zawinęli jednego fanatyka za nieprzyjęcie bzdurnego mandatu i cała grupa zdecydowała, że nigdzie nie pojedzie bez swojego kolegi. Wszyscy zaczęli śpiewać i bawić się w asyście racy. Rozmowy z dzielnymi "stróżami prawa" nie przyniosły rezultatów i po godzinie grupa zdecydowała się wracać do domu.

Mocno opóźniony pociąg z doczepionymi wagonami oraz wnerwionymi pasażerami na pokładzie ;) czekał na peronie i wkrótce wyruszył w trasę. Ekipa kibiców Ruchu dotarła do Chorzowa około godz. 10:20. Zawinięty fanatyk został wypuszczony jeszcze przed południem i również wrócił już do Chorzowa. Pozostaje pytanie, po co była ta cała afera? Odpowiedź znają chyba tylko policjanci...

  • Lechia Gdańsk - Ruch Chorzów
Kibice Ruchu Chorzów nie mogli pojechać do Gdańska w zorganizowanej grupie. Fragment listu, który nasz klub otrzymał od Lechii: "W ślad za pismem sygnowanym przez Prezydenta Miasta Gdańsk p. Andrzeja Bojanowskiego oraz Komendanta Miejskiego Policji w Gdańsku - przekazujemy, że w dniu 31 sierpnia 2014 r. w Gdańsku będą odbywały się uroczystości związane z rocznicą podpisania Porozumień Sierpniowych i otwarciem Europejskiego Centrum Solidarności, mecze Mistrzostw Świata w siatkówce mężczyzn, a dzień później obchody rocznicy wybuchu II Wojny Światowej. Wszystkie te imprezy zgromadzą nie tylko dużą liczbę uczestników, ale również planowany na nie jest przyjazd najwyższych przedstawicieli władz Polski oraz innych krajów. W związku z tym uroczystości wymagają zwiększonego zabezpieczenia logistycznego ze strony służb miejskich i Policji. Biorąc powyższe pod uwagę przekazujemy wniosek Miasta Gdańska i Policji, iż przyjazd grupy zorganizowanej Państwa Kibiców będzie niemożliwy, ponieważ jego zabezpieczenie będzie trudne do zrealizowania". Mecz obejrzało 14293 widzów. Ultrasi Lechii zaprezentowali oprawę z okazji rocznicy "Westerplatte".

  • LE: Metalist Charków - Ruch Chorzów (w Kijowie) [148]
Za nami jeden z ciekawszych wyjazdów, jakie można było przeżyć i to na teren kraju, w którym obecnie co rusz ktoś biega z kałasznikowem albo latają rakiety ziemia-powietrze, czyli generalnie jeden wielki MAJDAN. Jedno było pewne - takiego meczu nie można było odpuścić. Z powodu działań zbrojnych klub odwoływał się, by mecz przenieść daleko poza Charków i tu przewijały się dwie kluczowe lokalizacje Kijów albo Lwów. Ostatecznie wybrano stolicę kraju i mecz rozegrany miał zostać na stadionie narodowym przebudowywanym na Euro 2012.

Początkowo mobilizacja przebiegała jakby nie było słabo. Rywal na pierwszym meczu pojawił się w Gliwicach w bardzo słabej liczbie. Wiadomo było, że nas pojedzie więcej, jednak plany niektórym krzyżował brak paszportu,wolnego w pracy bądź po prostu kasy po niedawnych wojażach do Liechtensteinu i Danii. Ostatecznie pojechali ci, którym najbardziej zależało i jak się okazało - przy wielkiej mobilizacji nawet problem paszportów dało się ogarnąć. Jednak takie wyjazdy nie mogą się odbyć bez problemów. Tym razem był mega problem z wynajęciem autokarów. Żadna z lokalnych firm nie chciała się zgodzić na wynajęcie maszyn, które miałyby jechać na Ukrainę. Powód był jeden - sprzeciwy ubezpieczyciela. Ostatecznie udało się ogarnąć autokary, aż z... Przemyśla. Oczywiście dzielna polska policja nie mogła odpuścić i kontaktowała się z właścicielami firmy przewozowej, czy na pewno są pewni żeby wynająć autokary...

Na szczęście autokary były załatwione i zbiórka na wyjazd zaplanowana została na środę na godz. 18:00. Około godziny czekaliśmy na przyjazd autokarów i po ogarnięciu wszystkiego oraz zapakowaniu bagaży o godz. 20:30 wyruszyliśmy w kierunku wschodniej granicy w sile dwóch autokarów, w tym jeden piętrowy.

Podróż mijała powoli, ale w wyśmienitych nastrojach. Zabrane zapasy alkoholu jak na razie zupełnie wystarczały, jedynie policyjne kabaryny ciągnęły się za nami jak smród po gaciach. W środku nocy dotarliśmy do granicy, gdzie spędziliśmy dwie godziny. Przez polską stronę przejechaliśmy szybko. Problemy zaczęły się na ukraińskich punktach kontrolnych, gdzie straszono nas karami za to, że ktoś spał i nie okazał paszportu. Później były poszukiwania zaginionego paszportu, którego nie oddali ukraińscy celnicy. Na szczęście sytuacja została wyjaśniona i kolejny postój zanotowaliśmy kilkaset metrów dalej na najbliższej stacji benzynowej, gdzie zostały uzupełnione zapasy płynów. Większość skorzystała również z kantorów, by wymienić złotówki na hrywny.

Wszystko zostało ogarnięte i pora wyruszyć w dalszą drogę, której towarzyszyły głośne śpiewy i zabawa. Warto zaznaczyć, że od momentu przekroczenia granicy jechaliśmy sami bez jakiejkolwiek milicyjnej obstawy. Tak mijała nam praktycznie cała droga. Kolejne postoje i kolejne "zakupy", a na trasie i stacjach zero smutnych panów. Przemierzając te wschodnie stepy dopiero w połowie drogi do Kijowa zatrzymał nas jednoosobowy patrol drogówki, któremu zależało jedynie na łapówce i znów jechaliśmy dalej. Mniej więcej na rogatkach Kijowa zatrzymano nas i ruszył z nami busik załadowany milicjantami.

Widoki stolicy Ukrainy nie zachwycały z perspektywy autokarów. Można było jedynie zauważyć szare bloki naszpikowane klimatyzatorami i raz na jakiś czas ładniejsze przedstawicielki ukraińskiego narodu ;) Ekipa autokarowa nie miała niestety możliwości zwiedzania miasta, pozostawały jedynie widoki z okien. Natomiast część, która docierała innymi środkami mogła zwiedzić m.in. miejsca ostatnich wydarzeń. Z ich relacji na Majdanie spokój i śladów wojny na mieście nie widać. Można było jednak zauważyć ogromne przerażenie wśród Ukraińców i niepewność, co będzie dalej. Barw klubowych na mieście nie uświadczyliśmy.

Pod Stadion Olimpijski dotarliśmy na około godzinę przed meczem i po wyjściu z autokarów towarzyszyli nam uzbrojeni pseudomilicyjni komandosi. O dziwo przy nowym obiekcie wystąpił problem z bramkami, które nie czytały kodów kreskowych z biletów, przez co większość musiała wchodzić boczną bramką.

Ogólnie na wyjeździe pojawiło się nas 148 osób, w tym delegacje Elany Toruń oraz Widzewa Łódź z Bełchatowa, Piotrkowa i Tomaszowa za co wielkie dzięki. Oprócz dwóch autokarów część kibiców przybyła własnym transportem oraz samolotami (m.in. z Pyrzowic oraz Budapesztu) i dobiła pod stadionem. Jakby nie było ekipa może nieliczna, ale bardzo śliczna i tak można skomentować naszą liczbę wyjazdową.

Na sektor weszliśmy wszyscy razem i pierwsze co rzucało się w oczy to ogrom stadionu, na którym mogliśmy bawić się w chowanego. Pierwsza myśl, jaka przychodziła większości do głowy, to nasz widok na Stadionie Śląskim. Gdzie nawet kilka czy kilkanaście tysięcy ludzi się zgubi.

Zajęliśmy sektor, na którym wcześniej gościli kibice m.in. Hajduka Spilt. Na płotach wywiesiliśmy 3 flagi "Special Guest", "19/R\20", "Oberschlesien" oraz małą fankę Górnego Sląska.

Od samego wejścia zaznaczamy swoją obecność i przez cały mecz prowadzimy doping, który momentami, po tak długiej podróży, wychodził rewelacyjnie.

90 minut nie wystarczyło na wywalczenie awansu, więc pozostała dogrywka czyli dodatkowe 30 minut dopingu, w którym nie zapomniano o pozdrowieniach dla naszych zgodowiczów.

Niestety rzut karny oraz czerwona kartka dla bramkarza zadecydowały o odpadnięciu Ruchu z Ligi Europy i walki w fazie grupowej. Trzeba jednak przyznać, że Niebiescy rozegrali całkiem dobry mecz.

Mecz obejrzało około 2548 widzów, w tym kibice gospodarzy, którzy de facto również byli na wyjeździe. Zorganizowali oni kilkuset osobowy młynek, w którym wywiesili kilka małych flag.

Po zakończeniu spotkania kibice Metalista Charków wybiegli na bieżnię, a ich celem były koszulki piłkarzy. Podobnie uczynili fani chorzowskiego Ruchu, którzy również opuścili sektor, by zdobyć koszulki piłkarzy oraz dostarczyć im megafon. Ochrona o dziwo nie zaczęła wariować, nie interweniowała nawet policja, a niestety do takich realiów zdążyliśmy się przyzwyczaić w Polsce.

W czasie meczu kontakt nawiązało Dynamo Kijów, które wykazywało chęć bliższego spotkania, na co Niebiescy bardzo chętnie przystali. Jednak im bliżej ewentualnego spotkania, tym Ukraińcy coraz bardziej kombinowali, zmieniając zdanie i generalnie się ośmieszając. Ciągle zmieniali liczby i kategorie wiekowe, doskonale przecież wiedząc, jakim składem Niebieska Szarańcza pojawiła się w Kijowie. Ostatecznie Dynamo miało przywitać grupę Ruchu pod stadionem, ale nie doszło do niczego.

Niebiescy zwinęli się więc do autokarów i w eskorcie milicji opuścili Kijów. Podobnie jak w drodze na mecz, milicja opuściła grupę za rogatkami miasta i na pierwszej stacji zrobiono postój, aby znów uzupełnić zapasy. Na kasie wyskakiwały niestety jakieś problemy i okazywało się, że po odejściu od kasy nagle promocja kibiców nie obejmuje. Na nic zdały się tłumaczenia i powoływanie się na regulamin promocji. Obsługa stacji wezwała milicję do wyjaśnienia sporu, który był na tyle burzliwy, że zapowiadał się dłuższy postój.

Wykorzystując postój część kibiców odsypiała, inni zorganizowali sobie alkoholowy piknik, dyskutując co chwila z przybyłymi milicjantami, którzy mocno trzymali w rękach kałasznikowy, bojąc się chyba powołania na front wschodni. Następnie zdezelowanym milicyjnym wozem przybyła delegatura zza biurek, która miała rozwiązać sprawę niczym Ojciec Mateusz.

Nieugiętość i zawrotne żądania ponad 30 tysięcy hrywien sprawiły, że część kibiców postanowiła zbojkotować stację nakładając, na nią embargo i przeniosła się przez autostradę na drugą stronę do innej stacji, gdzie w ogródku restauracji urządzono spotkanie towarzyskie przy whisky i coli, debatując o prawach ulicy. Tym samym ULICA stała się głównym hasłem wyjazdu, przeanalizowano oraz wyznaczono wszystkie jej prawa. Czasu było naprawdę sporo, bo na stacji spędziliśmy 8 godzin :D

Co ciekawe, przez ten czas gdy siedzieliśmy praktycznie sami 80 km od Kijowa, Dynamo nie odwiedziło nas nawet na chwilę, wykazując tym samym brak gościnności i szacunku. I tego ulica wybaczyć nie może i nie ma takiego wihajstra, który by to mógł naprawić. Aby zaznaczyć naszą dezaprobatę po stacji co chwila niosło się głośne ULICA!

Po kolejnych wypitych litrach i spędzonych godzinach cena haraczu spadła do 15 tysięcy i po wpłaceniu kaucji ruszyliśmy w drogę powrotną. Wypity alkohol spowodował, że podróż przebiegła dosyć szybko i nawet czas nie znaczył nic. Kilka godzin w tą czy w tamtą nie robiło różnicy, jedynie rano potrzebny był kolejny postój na zregenerowanie sił i odświeżenie.

Na granicę dotarliśmy około godziny 15:00 i od razu uraczono nas długim sznurem aut oczekujących na odprawę. Wiec znów opuściliśmy autokary i pomiędzy samochodami zrobiliśmy spacer niczym miejscowe mrówki :D

Po chwili zebraliśmy się i zaczęliśmy prowadzić doping bez koszulek. Oczywiście wodzirejem tak dobrej zabawy został Dzikowąsy jegomość, którego litanie były nieodzownym elementem wyjazdu. Po śpiewach Niebieską Ciuchcią ruszyliśmy w kierunku przejścia granicznego.

Po takim pokazie ukraińscy celnicy mieli nas na tyle dość, że postanowili nas odprawić szybciej na zamkniętym jeszcze chwilę wcześniej pasie. Jak się okazało podczas rozmowy z granicznikami, informacja o naszej grupie dotarła na granicę szybciej niż my sami ;)

Szybka odprawa przez polską granicę i pierwszym widokiem, jaki nas uraczył, były radiowozy policyjne z ubranymi w kominiarki wąsami. Ot taka gościnność polska. Niestety na nasz odjazd musieli trochę poczekać, bo jeden z autokarów padł i musieliśmy go odpalić od kabli. Jednak takie detale były nieistotne, bo zabawa wciąż trwała.

Po przebyciu kilkudziesięciu kilometrów kolejny dłuższy postój na obiadokolację, gdzie znów dopiero po koncercie Niebieskich pieśni ruszyliśmy w dalsza drogę powrotną.

Na Cichą 6 dotarliśmy równo o północy i tym samym zakończył się nasz 54-godzinny wyjazd, bo dokładnie tyle czasu upłynęło od godziny zbiórki do powrotu. Pomimo ogromnego zmęczenia i odpadnięcia z Ligi Europy nastroje były dobre, a sam wyjazd na pewno przejdzie do historii jako jeden z lepszych.

Najważniejsze w tym wszystkim jest to, że nie ma takiego wihajstra, który złamie Ulicę.

I wszyscy: ULICA! ULICA! ULICA! ;)

  • Piast Gliwice - Ruch Chorzów [1400]
W piątej kolejce Ekstraklasy Niebiescy zmierzyli się z Piastem Gliwice. Przy stadionowych zawirowaniach, jakie trwają w Chorzowie można popaść w paranoję. Raz zajmujemy stadion Piasta w roli gospodarza, a innym razem zasiadamy na sektorze gości. Czy doczekamy się kiedyś własnego nowoczesnego stadionu z dobrze przygotowaną murawą?

Na te małe derby Śląska otrzymaliśmy 2000 biletów. Niestety, wykorzystanych zostało jedynie 1400 wejściówek. Wyjazd głównej grupy zaplanowany został pociągiem rejsowym, jednak spora część kibiców wybrała transport samochodem.

Wejście przebiegało dosyć sprawnie. Oprócz standardowych papierowych biletów każdy otrzymał również kartę, która odbijana była przy kołowrotkach. Przed pierwszym gwizdkiem większość zasiadała już na sektorze gości oraz sektorze przyległym, które przyozdobione zostały m.in. flagami "Psycho Fans", "Śląscy Ekstremiści", "Special Guest", "19/R\20", "RTS" (Widzewa), "Niebieskie Siemce - Ekipa Wyjazdowa", "NRŚL Gang", "Świętochłowice", "N/R\K", "Bandycki Batory", "Radlin", "Nakło Śląskie", "Niebieskie Łaziska", "Lędziny&Bieruń", "Kęty on tour" oraz transparenty "FC Gliwice" i "PDW Nipson TGR".

Pierwszy gwizdek działa na fanów Ruchu niczym pistolet startowy i tak było również tym razem. Stali wyjazdowicze mają już w DNA zakodowany hymn klubowy i to właśnie on rozpoczął pokaz wokalny "Niebieskiej Szarańczy".

Na pierwsze powody do radości przyszło nam czekać do 13. minuty, kiedy to Ruch wyszedł na prowadzenie po bramce Kuświka. Jak się okazało, był to jedyny gol w tym meczu i dał on Niebieskim pierwsze upragnione zwycięstwo w sezonie.

Gospodarze zebrani w młynie w niebiesko-czerwonych koszulkach z numerem 12 na plecach starli się sprostać wysoko postawionej przez Niebieskich wokalnej poprzeczce, jednak ta sztuka była dla nich niestety nieosiągalna. Ostatnie 10 minut meczu to już typowa feta w rytm nuconej melodii na wzór Atletico. Liczba decybeli na tyle rozgrzała sektor, że pomimo chłodniejszej temperatury musiała być zabawa bez koszulek.

Ostatni gwizdek ostatecznie przypieczętował pierwsze zwycięstwo w lidze. Piłkarze podeszli do kibiców podziękować za doping skandując również w stronę trybun "Jesteście najlepsi". Tym samym hasłem fani Ruchu odpowiedzieli zawodnikom, by za chwilę wspólnie odśpiewać "Więc wstań do góry głowę wznieś". Na podziękowania zasłużył również uwielbiany przez kibiców trener Jan Kocian.

Po meczu Niebiescy dosyć szybko zostali wypuszczeni ze stadionu do samochodów, a w międzyczasie była okazja poczęstowania się "politycznymi jabłkami" rozdawanymi przez pracowników Piasta.

  • Wisła Kraków - Ruch Chorzów [0]
Kibice Ruchu zsolidaryzowali się z fanami Wisły, którzy byli skonfliktowani z prezesem swojego klubu i nie przyjechali do Krakowa. Na trybunach pojawiło się 5783 widzów.

  • LE: Esbjerg fB - Ruch Chorzów [470]
Po ciekawym wyjeździe do Vaduz przyszła pora na kolejnego zagranicznego przeciwnika - duński Esbjerg fB. W pierwszym meczu rozegranym w Gliwicach Ruch zdołał jedynie zremisować, gdyż nie wykorzystał kilku bardzo dogodnych sytuacji. Kwestia ewentualnego awansu miała się zatem rozstrzygnąć na wyjeździe, na którym rzecz jasna nie mogło zabraknąć fanów Niebieskiej eRki.

Koszt wyjazdu do Esbjerga był identyczny, jak przy okazji eskapady do Liechtensteinu, czyli 300 zł i 30 euro bilet w przypadku wyjazdu autokarowego, natomiast osoby wybierające się własnym transportem kupowały jedynie wejściówkę, do której dodawana była okolicznościowa koszulka "Special Guest" - z identycznym motywem jak na wyjeździe do Vaduz, jedynie ze zmienionym rywalem na duńską drużynę.

Duńczycy przekazali Niebieskim 500 biletów, które szybko znalazły swoich nabywców. Było więc pewne, że na wyjeździe pojawi się sporo fanów chorzowskiego Ruchu. Przypomnijmy, że na pierwszy mecz do Polski przyjechało jedynie 14 kibiców Esbjerg fB.

Dni do meczu mijały szybko, także nie pozostało nic tylko zabrać najpotrzebniejsze rzeczy i wyruszyć w drogę. Zbiórka dla osób jadących autokarami zaplanowana została na środę na 19:00, a po godz. 20:00 grupa wyruszyła w kierunku niemieckiej granicy.

Pomimo strasznej ciasnoty w autokarze spowodowanej małymi odległościami pomiędzy siedzeniami, podróż minęła dosyć szybko. Pierwszy dłuższy postój zanotowaliśmy po przekroczeniu granicy niemiecko-duńskiej, gdzie na zajeździe czekali już na nas duńscy smutni panowie w mundurach wraz z polskimi spottersami. Co ciekawe, miejscowi stróże prawa przygotowali dla kibiców Ruchu specjalne broszurki, w których wypunktowali co możemy robić, a co będzie karane. Po dokładnym obejrzeniu broszury szybko przekonaliśmy się, jak przyłożono się do jej stworzenia. Pierwszą rzeczą, która aż raziła w oczy, była flaga Monako / Indonezji, która widniała przy danych Polskiej Ambasady. Ciekawe, czy ulotka powstała przy współpracy z polską stroną, bo i po naszych "asach" takich cudów można się spodziewać... ;)

Po około godzinnym postoju wycieczka wyruszyła już do miasta docelowego, gdzie dojechaliśmy po godz. 11:00. Autokary wyprowadzono wprost pod miejscowy kościół. Tam cała grupa wysiadła, odbierając bilety i okolicznościowe koszulki, po czym wszyscy w większych bądź mniejszych grupkach rozeszli się po mieście. Część wybrała pobyt w pobliskich ogródkach piwnych i barach, inny zwiedzali miasto, a jeszcze inni wybrali się na basen lub zjeść coś ciepłego. Na szybach kiosków można było zobaczyć gazety, które na stronach tytułowych informowały o najeździe 500 chuliganów z Chorzowa ;) Ciekawostką był napis na szyldzie jednego ze sklepów: "Mam nadzieję, że wygracie - RUCH CHORZÓW". W tak dobrych nastrojach mijały godziny do meczu. W międzyczasie nie zabrakło drobnych i większych incydentów. Kilka osób zostało zatrzymanych m.in. za posiadanie pirotechniki, jednak najważniejszą kwestią jest zdobycie przez kibiców Ruchu 6 flag fanów Esbjerga.

Im bliżej meczu tym miejscowi policjanci stawali się coraz bardziej irytujący i nadgorliwi, co można było zauważyć podczas przemarszu części kibiców na mecz oraz w pobliżu stadionu, gdzie m.in. problemem okazało się dopicie piwa, bo o godz. 17:00 (czyli na godzinę przed pierwszym gwizdkiem) ubzdurano sobie, że bramy stadionu dla Niebieskich zostaną zamknięte.

Na szczęście przed pierwszym gwizdkiem większość Niebieskiej Ferajny zasiadła na sektorze gości. Ogólnie mecz z trybun obejrzało 470 fanów Ruchu, w tym 20 kibiców Elany Toruń oraz 30 Widzewiaków i z tego miejsca dziękujemy naszym zgodowiczom za wsparcie.

Sektor przyozdobiony został flagami: "Special Guest", "RTS" i "FC London" (Widzewa), "Mokre - Elana Toruń on tour", "Elana Toruń", "Niebieskie Siemce - Ekipa Wyjazdowa", "19/R\20", "N/R\K", "Radlin", "Świętochłowice", "Mysłowice on tour", "Bandycki Batory", "Jaworzno", "NRŚL Gang", "Niebieskie Łaziska".

Niebiescy doping rozpoczęli już na kilkanaście minut przed meczem i zakończyli go kilkanaście minut po jego zakończeniu. Tym samym w Danii zaprezentowany został pokaz mniej więcej 130-minutowego ciągłego dopingu w wykonaniu kibiców Ruchu. Rzecz jasna najgłośniej na sektorze gości było w czasie trwania obu połów meczu, jednak i w pozostałych momentach, w tym w przerwie, narzekać nie można było. Niebieska Szarańcza dawała z siebie wszystko i bez żadnych przeciwwskazań można powiedzieć, że po raz kolejny graliśmy u siebie. Miejscowi pomimo podobnego liczbowo młyna nie byli wstanie przeszkodzić Niebieskim w ich celebracji widowiska. Dodatkowo trzeba zaznaczyć, że z powodu stracenia przed meczem flag płot gospodarzy pozostał pusty. W młynie Esbjerga zagościło jedynie kilka machajek.

Chorzowscy fani podkręcali natomiast korbę dopingu - nawet stracone bramki, ku zdziwieniu miejscowych, nie były w stanie powstrzymać zabawy. Zainteresowanie meczem objawiło się również u Polaków mieszkających w Danii, którzy również byli obecni na stadionie.

W przerwie nową przyśpiewkę w postaci przeróbki "Horto Magiko" zaintonował i wdrożył na sektorze pewien "dzikowąsy" jegomość z południowych rewirów Śląska. Przyśpiewka dosyć szybko zadebiutowała w pełnym zakresie na sektorze Ruchu.

Im bliżej do końca spotkania, tym zabawa bardziej nabierała tempa. Koszulki poszły w odstawkę i pełen fanatyzm mieliśmy już bez cerat. Nawet stracona w końcówce bramka nie była w stanie zagłuszyć sektora gości, choć trzeba przyznać, że miejscowi nagle się ożywili myśląc, że od awansu dzieli ich już tylko chwila.

I właśnie ta chwila okazała się gwoździem do trumny, ponieważ Niebiescy zdołali wyrównać na 2:2 w doliczonym czasie gry i tym samym cudem awansowali do kolejnej rundy.

Tego, co działo się na sektorze kibiców Ruchu nie da się opisać. Każda z obecnych tam osób przeżyła to na własny sposób, ale naprawdę było gorąco. Szał radości i wrzawa nie do opisania. Jedno jest pewne - była to jedna z tych chwil, której nie zapomni się do końca życia i właśnie dla takich chwil warto poświęcać czas, pieniądze i często zdrowie, by móc podążać za swoją ukochaną drużyną.

Po ostatnim gwizdku kibice i piłkarze mieli chwilę, by ochłonąć po tym, co się stało. Wspólne śpiewy były już tylko ukoronowaniem wywalczonego awansu. Osobno na podziękowanie zasłużył Janek Kocian, który również podziękował kibicom i niczym "Superman" wyskoczył do góry z uniesioną w wiwacie pięścią. Po chwili trener paradował już po murawie w wyjazdowej koszulce kibiców, która została mu rzucona z sektora.

Doping dalej niósł się po stadionie, bo najważniejsze, że "jesteśmy zawsze tam...". Kibice jeszcze trochę czasu musieli spędzić na stadionie, bo bramy zostały zamknięte. Wypuszczono jedynie część kibiców udających się do samochodów, natomiast grupa autokarowa przy akompaniamencie beatboksu zapodawanego przez jednego z kibiców czekała na przybycie kierowców i wypuszczenie ze stadionu. Części osób udało się wymknąć ze stadionu i udać się na miasto, także zabawa miała miejsce również rynku, gdzie przejechała np. Niebieska Ciuchcia, a duńska policja coraz bardziej irytowała się przedłużającą wizytą chorzowskich kibiców.

Około godz. 23:00 autokary wyruszyły w drogę powrotną. Noc znów minęła szybko, do czasu postoju na niemieckiej stacji, gdzie z powodu promocji i wizyty smutnych panów postój z 20 minut wydłużył się do 2 godzin. Po wyjaśnieniu sprawy grupa ruszyła dalej i kolejny dłuższy postój miał miejsce już w Polsce, a sam wyjazd autokarów zakończył się około godz. 17:00.

W czasie drogi fani Ruchu poznali również kolejnego rywala w eliminacjach Ligi Europy, którym jest ukraiński Metalist Charków. Po tej informacji widać było, że nikt z kibiców nie jest zadowolony z wyników losowania, bo mogliśmy trafić na inne dużo bardziej ciekawe drużyny, w tym m.in. Partizan Belgrad. Na ale cóż, wyników losowania nie zmienimy. Pozostaje nam wesprzeć drużynę na tym wyjeździe nawet pomimo sytuacji panującej na Ukrainie. W końcu jesteśmy zawsze tam...!

  • Podbeskidzie Bielsko-Biała - Ruch Chorzów [0]
Mecz z powodu remontu stadionu odbył się bez udziału zorganizowanej grupy kibiców Ruchu. Na trybunach zasiadło 3200 widzów.

  • LE: FC Vaduz - Ruch Chorzów [610]
"Niebieska Szarańcza" po blisko dwóch latach przerwy znów mogła wyruszyć za swoją drużyną na europejskie wojaże. Mecze z takimi drużynami jak FC Vaduz z Liechtensteinu zdarzają się teoretycznie raz w życiu, więc mobilizacja była spora. Pewne było, że 35-tysięczne księstwo przeżyje prawdziwy najazd kibiców Ruchu Chorzów.

Bilety rozchodziły się w błyskawicznym tempie, większość wyjazdowiczów ze względów wygody i ewentualnego zwiedzania wybrała podróż samochodem. Zorganizowana grupa pojechała natomiast autokarami, zaś spora grupa emigrantów docierała na miejsce różnymi środkami transportu.

Zbiórka autokarowa zaplanowana została na środę 23 lipca na godz. 17:00 na parkingu klubowym, skąd niespełna dwie godziny później autokary wyruszyły w kierunku zachodniej granicy kraju. Samochody wyjeżdżały w różnych godzinach, ale cel trasy był jeden.

Autokary po mniej więcej 14 godzinach jazdy (wraz z postojami) dotarły nad Jezioro Bodeńskie, gdzie Niebiescy rezydowali do godziny 13:00, umilając sobie czas pływaniem i spożywaniem napojów rozweselających. Przed 14:00 autokary dojechały pod stadion w Vaduz, gdzie mecze rozgrywa nasz europejski rywal. Czasu do meczu było jeszcze sporo, więc "Niebieska Szarańcza" wyruszyła na zwiedzanie stolicy Liechtensteinu, która trzeba przyznać robi wrażenie pomimo niewielkiego obszaru miasta. Vaduz jest w zabudowie rezydencjonalnej, z pięknymi widokami gór, winnic oraz zamku.

Mały obszar miasta sprawił, że na każdym kroku można było zobaczyć grupki kibiców Ruchu w okolicznościowych niebieskich koszulkach "Special Guest on European Tour". Większość wybrała relaks przy złocistym trunku, zaś inni (w tym głownie fani z Niebieskich Siemianowic) postanowili zwiedzić miasteczko lokalną atrakcją czyli niebieską ciuchcią, która w 30 minut objeżdżała całe miasto w rytmie lokalnych szlagierów.

Im bliżej meczu tym coraz więcej kibiców pojawiało się w okolicach stadionu, odbierając bilety oraz koszulki. Ogromną różnicę widać było też w postawie policji, która owszem towarzyszyła nam podczas wizyty nad jeziorem oraz w okolicach stadionu, jednak trzymała się prewencyjnie z boku. Jednak co kraj to obyczaj - w Polsce policja w pełnym zakresie pełni jedynie funkcję represyjną.

Niebiescy do dyspozycji dostali trybunę na prostej, gdzie zasiadło w sumie 610 kibiców Ruchu w tym delegacje Widzewa oraz Slovana. Mecz obejrzało łącznie 2036 widzów, w tym również widziani na sektorach gospodarzy Polacy.

Trybuna zajęta przez Niebieskich została dobrze oflagowana. Na płotach zawisły flagi "SPECIAL GUEST", "Niebieskie Siemce - Ekipa Wyjazdowa", "19/R\20", "NRŚL Gang", "Radlin", "Niebieskie Łaziska", "N/R\K", "TGR", "FCD", "Świętochłowice", "Bandycki Batory", "Jaworzno", "Piotrowice", "RTS", "FC Blue England", "Bałuty", "Widzew Łódź Bournemouth" oraz transparenty "Panewniki", "Pozdrowienia do więzienia Boldek trzymaj się", "FC Gliwice on tour".

Od pierwszego gwizdka fani Niebieskich urządzili prawdziwy wokalny popis. Każda przyśpiewka niosła się głośno po okolicy, odbijając się od gór. Dobra zabawa trwała cały czas, nie było żadnej przerwy. Jedynie piłkarze, którzy zapierali się, że nie przyjechali grać na 0:0, nie zachwycali. Na szczęście na miejscu byli kibice Ruchu.

Miejscowi skupili się na oglądaniu meczu, jedynie około 35 minuty na chwilę ożywiło się niespełna 10 kibiców, którzy w asyście bębenka próbowali coś pośpiewać, jednak szybko odpuścili. Niebiescy nie bez powodu odśpiewali zatem standardowe "jesteśmy zawsze tam..." oraz "gramy u siebie".

Pod koniec pierwszej połowy wywieszony został transparent "Jeszcze się spotkaMY - ŚP. Mucha", poświęcony zmarłemu w minioną środę najwierniejszemu kibicowi Elany Toruń, który zmarł po ciężkiej walce z chorobą. W drugiej połowie odśpiewano "Mucha, Mucha zawsze z nami", pozdrawiając również Elanę Toruń. Przez całe spotkanie kilkukrotnie pozdrawiano również wszystkie pozostałe zgody.

Pomimo słabej gry zabawa trwała w najlepsze, a kibice nie odpuszczali i ciągle zdzierali gardła na całego, w końcówce meczu dopingując już bez koszulek i robiąc przeogromny hałas.

Piłkarze zdołali jedynie bezbramkowo zremisować, jednak ten wynik dał nam awans do kolejnej rundy, w której zagramy z duńskim Esbjergiem. Radość z awansu była ogromna i patrząc na okolicę, na myśl przychodziło hasło z jednej z naszych opraw prezentowanej w Lubinie - "PONAD NAMI TYLKO GÓRY". Pewne jest, że kibice Ruchu pozostawili po sobie spore wrażenie, za które piłkarze i trener Jan Kocian podziękowali po meczu.

Po wszystkim kibice udali się na parking, skąd ekipa samochodowa ruszyła do domu bądź kontynuowała wycieczkę. Autokary czekały na odjazd i wyruszyły po godz. 22:00, żegnając piłkarzy w świetle rac. Czas powrotu dosyć szybko zleciał, jednak autokary dojechały do Chorzowa dopiero około godz. 15:00, z powodu przymusowego postoju za Wrocławiem.

Wyjazd można zaliczyć do udanych. Dziękujemy zgodom za wsparcie, a wszystkich zachęcamy do kolejnych wojaży za Niebieską Drużyną w Polsce i poza granicami.

  • Śląsk Wrocław - Ruch Chorzów [718]
Po dosyć krótkiej przerwie letniej Niebiescy wrócili na ligowe boiska Ekstraklasy. Pierwszy mecz drużyna Ruchu Chorzów rozegrała na wyjeździe ze Śląskiem Wrocław, więc ligowe zmagania rozpoczęliśmy od upragnionych przez naszych najwierniejszych kibiców wyjazdów. Środek lata i upały przyciągnęły do stolicy Dolnego Śląska 718 fanów Niebieskich (z czego 653 weszło na sektor), wspieranych przez delegację Widzewa z flagą "RTS".

Pierwsza grupa samochodów oraz autokar dojechały na stadion mniej więcej na 1,5 godziny przed rozpoczęciem spotkania. Później co chwila dojeżdżały kolejne pojazdy. We Wrocławiu wchodzenie przebiega dosyć sprawnie także na około pół godziny przed meczem większość obecna była już na sektorze gości. Pierwsze kroki kibiców skierowane były w kierunku budki gastronomicznej w celu uzupełnienia płynów z racji wysokiej temperatury w ten letni dzień. Tutaj pojawił się spory szok: napoje i lody, które miały orzeźwić fanów, sprzedawane były z 300% marżą. Można zrozumieć, że stadion przynosi straty i trzeba jakoś zarabiać, ale nie tędy droga!

Wraz z przybyciem Niebieskich na sektorze pojawiły się pierwsze flagi. Ogólnie sektor został dobrze oflagowany płótnami: "P/R\F", "Special Guest", "RUCH /R\ CHORZÓW", "Śląscy Ekstremiści", "Niebieskie Siemce", "RTS", "N/R\K", "NRŚL Gang", "Świętochłowice", "Radlin", "Pszów", "Żory", "Niebieskie Łaziska", "Kęty".

Kibice Ruchu rozpoczęli doping od głośnego "Jesteśmy zawsze tam, gdzie nasz Ruch Chorzów gra...". Z biegiem upływających minut doping raz był lepszy raz gorszy, na co wpływ miał wszechogarniający upał. Już w 7. minucie Śląsk strzelił pierwszą bramkę co spotkało się z typową chorzowską relacją czyli jeszcze głośniejszym dopingiem. I znów postronny widz mógł się zastanawiać, kto tak naprawdę strzelił...

Fani Śląska w 25. minucie zaprezentowali oprawę, która była uzupełnieniem transparentu "Ćwierć wieku za nami - 25 - z tymi samymi zasadami", który przyozdabiał płot sektora B od początku meczu. Fani obecni w młynie z problemami rozłożyli pasy materiału, tworzące replikę flagi "NABOJKA". Całość uzupełnimy zielone i czerwone sreberka. W drugiej połowie pojawiły się natomiast duże flagi na kijach w asyście strzelających achtungów.

Po przerwie chorzowscy fani powoli dochodzili do siebie, jednak początkowo doping dawał wiele do życzenia. Dopiero po chwili rozkręciła się typowa niebieska korba, którą można opisać jako prawdziwe "niebieskie pierdolnięcie". Nawet kolejna stracona bramka nie osłabiła kibiców Ruchu, którzy spróbowali rozkręcić doping jedną z przyśpiewek Atletico, nie zapominając również o pozdrowieniu zgód. Z powodu wysokiej temperatury mecz trwał dłużej, ponieważ potrzebne były dodatkowe przerwy na uzupełnienie płynów, również sędzia miał możliwość wykorzystania w czasie meczu wykorzystania pianki rodem z Brazylii.

Niestety Niebiescy rozpoczęli nowy sezon od porażki 0:2, jednak pomimo to kibice podziękowali piłkarzom i wyrazili swoje zdanie na temat wygranej w czwartkowym meczu z Vaduzem, na który wybiera się spora grupa Niebieskich.

Po zakończeniu meczu należało odczekać swoje i można było udać się w drogę powrotną na Górny Śląsk. A już w najbliższą środę znów dumni wyruszymy za swoją drużyną na podbój Europy.

NOWOŚCI
19.08.16 | Terminarz juniorów | Akt.
19.08.16 | Terminarz rezerw | Akt.
13.07.16 | R. wiosenna | Aktualizacja
11.07.16 | R. jesienna | Aktualizacja
11.07.16 | Terminarz | Aktualizacja
DOŁĄCZ DO NAS!
SONDA
Niebieskie wydarzenie 2016 roku:

Odejście Dariusza Smagorowicza ze stanowiska Prezesa
Radość po zwycięskich 2:0 WDŚ w Zabrzu
Wyniki sondy
TV NIEBIESCY
REKLAMA
TABELA
1. Jagiellonia Białystok 39
2. Lechia Gdańsk 39
3. Legia Warszawa 35
4. Bruk-Bet Termalica Nieciecza 33
5. Lech Poznań 32
6. Zagłębie Lubin 31
7. Pogoń Szczecin 26
8. Arka Gdynia 26
9. Korona Kielce 26
10. Wisła Kraków 25
11. Wisła Płock 24
12. Śląsk Wrocław 22
13. Piast Gliwice 22
14. Cracovia 21
15. Górnik Łęczna 18
16. Ruch Chorzów 16
BUTTONY
90 Minut Widzew To MY
WidzewLodz.pl Elana Toruń
UKS Ruch Chorzów Kibice.net
Copyright by Niebiescy.pl © 2005-2017 | Polityka prywatności