Nowy sezon Ekstraklasy fani Ruchu rozpoczęli dalekim wyjazdem do Gdańska. Była to dla nich druga wyprawa w ciągu kilku dni, a dla kilkudziesięciu osób nawet trzecia, bo w międzyczasie Widzew Łódź zagrał u siebie z Lechem Poznań.
Pomiędzy czwartkowym meczem w Wiedniu, a spotkaniem z Lechią fani "Niebieskich" nie mieli zbyt wiele wolnego czasu. Większość kibiców Ruchu wróciła z Austrii w piątek rano, a zbiórka na Gdańsk została zaplanowana na sobotę na godz. 22. Również w sobotę (o godz. 15:45) Widzew grał u siebie z Lechem Poznań. Łodzian wsparło około 100 chorzowian, spośród których większość kilka godzin później pojechała także do Trójmiasta.
Z Chorzowa Batorego na przesiadkę do Katowic kibice Ruchu wyruszyli o godz. 22:30. W mieście jednego z największych fan clubów zaznaczyli swoją obecność kilkoma okrzykami i ruszyli do Gdańska. Po drodze dosiedli się Widzewiacy oraz Elanowcy i wszyscy razem o 11:30 zameldowali się w Trójmieście. Na stadion, podobnie jak ostatnim razem, cała grupa podjechała podstawionymi na dworzec autobusami.
Na Traugutta fani "Niebieskich" stawili się łącznie w
350 osób, z czego 50 zostało pod stadionem. Na płocie wywiesili jedną flagę: "P /R\ F" (była też dzień wcześniej na spotkaniu Widzewa z Lechem). Strażników niebieskiej "eRki" wspomogło 69 Widzewiaków, 50 Elanowców oraz 1 fan Apatora - wielkie dzięki!
Lechiści na meczu zjawili się w nieco ponad 5 tysięcy osób. Wywiesili trzy flagi: "To my tworzymy historię Lechii Gdańsk", "Sopot" oraz "Biało-Zieloni Lechia Gdańsk". W związku z prowadzonym przez nich protestem (chodzi w nim o niejasną i pozbawioną spójności politykę budowania pierwszego zespołu Lechii oraz funkcjonowania klubu i spółek z nim związanych, przedmiotowe traktowanie kibiców Lechii oraz nieefektywną i nieudolną politykę szkolenia młodzieży) doping, dodajmy, że niezły, prowadzili tylko przez niecały kwadrans. Zakończyli rzuceniem na boisko serpentyn (sędzia przerwał mecz na dwie minuty), okrzykiem "Lechia to my" i ściągnięciem fan.
Fani Ruchu niemal całe spotkanie przesiedzieli w ciszy. Ożywili się w 80 minucie, a po stadionie poniosło się bardzo głośne "jesteśmy zawsze tam, gdzie nasz Ruch Chorzów gra aejaoo...". Później pozdrowiono Elanę i Widzew, a następnie doszło do słownej wymiany uprzejmości z miejscowymi. Po końcowym gwizdku kibice "Niebieskich" podziękowali piłkarzom za walkę.
W drogę powrotną cała ekipa wyjazdowa wyruszyła kilka minut po godzinie 19. Pierwsze godziny minęły bardzo spokojnie i wydawało się nawet, że to będzie wyjazd bez historii. Dłuższy postój w Iławie spowodowany chęcią zrobienia zakupów nie spodobał się jednak policji, która zaczęła "interweniować" - dodajmy, że momentami brutalnie. Przez to podróż powrotna przeciągnęła się o kolejne godziny. Pociąg jadący do Zakopanego dotarł do Katowic dopiero kilkanaście minut przed godz. 9, choć planowo miał tam być około 4:30.
Po wyjściu z katowickiego dworca kibice "Niebieskich" krzyknęli "Ruch Ruch HKS", po czym każdy z nich udał się już w swoją stronę. Wyprawa do Gdańska trwała łącznie około 35 godzin. Dziękujemy wszystkim przyjaciołom za wsparcie!
źródło: Niebiescy.pl