- Gdy widziałem, że dobiega 90. minuta, słyszałem, ile sędzia doliczył minut. To skupiłem się już tylko na tym, żeby kręcić się przy bramkarzu w polu karnym i żeby piłka może znalazła się przy mnie. Chciałem zrobić to, co właśnie zrobiłem. Głęboko wierzę w to, że była to moja pierwsza bramka z wielu. Że kibice nie będą mnie pamiętać tylko z tego, że strzeliłem gola w debiucie na Śląskim, ale że strzelę ich paręnaście. Na tym się skupiam - powiedział Max Pawłowski, który w meczu z Lechią strzelił swojego debiutanckiego gola w barwach Ruchu.
19-letni napastnik trafił do Chorzowa na zasadzie wypożyczenia z Rakowa Częstochowa. - Mnie i mojemu środowisku zależało na tym, żebym grał. Uważamy, że aby się dobrze rozwijać, trzeba po prostu grać, ale nie cały czas na tym samym poziomie. Trzeba zawieszać poprzeczkę wyżej. Gdy osiągnie się pewien poziom, to naturalnym jest, że chce się iść gdzieś dalej. Razem z moimi agentami, z Rakowem - całą górą, menedżerami - doszliśmy do wniosku, że skoro byłem w 2. lidze, to teraz czas na 1. ligę. Chcę tu grać, rozwijać się, strzelać. A co potem? Zobaczymy! Na razie skupiam się na tym, co tu i teraz - zaznaczył na łamach dziennika "Sport".
Co zadecydowało, że Max Pawłowski zdecydował się wybrać zespół Niebieskich? - Kurczę, przekonały mnie tutaj stadion, atmosfera… Nie było co do tego przekonywania. Gdy Ruch wyraził zainteresowanie, rozmawiałem z dyrektorem sportowym, został mi przedstawiony plan na mnie, cele na ten sezon. Oczy mi się po prostu zaświeciły. Wiem, że z takimi kibicami mogę się w końcu poczuć jak prawdziwy piłkarz. To już nie są przelewki. Ruch to wielki klub i to zaszczyt, że ktoś taki się do ciebie zgłasza i chce w swoich szeregach - podkreślił.
źródło: Sport / Niebiescy.pl